www.Lechia.net - Strona Główna Lechia.pl Lechia.gda.pl Lwy Północy Lechia.net TV Facebook

lata 80 i 90 te

Ultras, oprawy i cała kibicowska otoczka

lata 80 i 90 te

Postprzez KWTW » Wt, 8 wrz 2009, 16:09

Temat zaczerpnięty z innego kibicowskiego forum. Gdzie każdy kto przeżył jakiś ciekawy mecz z w/w lat. Aby opisał go tak aby miedzy innymi młodzież mogła by się czegoś dowiedzieć. Jak było kiedyś


Tak więc ja zacznę opis znaleziony gdzieś na necie autor PILSNER

Mecz: Pogoń Szczecin - Lechia Gdańsk ( dokładnego roku nie znam ale chodzi o lata 90 )

Autor: PILSNER
Jesli chodzi o rok 90 to faktycznie byl dym na dworcu jak i cala droge na stadion. Pierwszy problem byl przy kasach biletowych, bowiem bileterka okazala sie moja sasiadka , pokrecila glowa i zapytala: "Ty z tymi bandytami?"
Osobiscie wsiadalem we Wrzeszczu o godz. ok 23:45,podobnie jak i innych 40-stu (zwlaszcza Morena, Zaspa i Wrzeszcz), jeden wagon zajmowala juz wiara ok. 60-ciu (Chelm,Stogi,Orunia,Zielony czyli wszystkie dzielnice polozone blizej Gdanska Glownego).Wszyskich razem ok. 100 i nastroje malo bojowe "W" optymistycznie stwierdzil ze "Tam w Szczecinie to nas zajebia,a slyszeliscie jak dojebali Ruchowi?".Malo kto mial ochote na dokladne opowiesci "W", ale ten dalej " A wiecie ze tam, aby podejsc pod kasy trzeba isc miedzy plotami jeden to ogrodki dzialkowe, drugi obiekt Pogoni,tam nas dorwa i pozabijaja". Cale szczescie, ze opowiesci przerwal "K" i stawierdzil: "Ja mam dwa granaty i Magde"
Zaraz znalazl sie ktos po odbyciu zasadniczej i prosi aby pokazal. Magda jak Magda, czyli noz w stylu Rambo, a granaty okazaly sie ostre.Ktos spytal K "Ty debilu na h.. Ci te granaty". K odparl: "Juz ja wiem po co". Ostatecznie odal je komus w Sopocie, bo niedaj Boze moglo dojsc do eksplozjii w pociagu znajac temperament "K" to przy byle sprzeczce. Tymczysem kolejna stacja Gd-Oliwa i przerazenie, dosiada sie zaledwie 30-40 typa.Cos nas malo jak na wielka vendette za bar mleczny i salon gier.Jedyna nadzieja, ze chlopaki sa w Sopocie i tak bylo, razem jest nas ok 250 z czego 150 to skinheads!!!jadacych nawracac satanistow,metali:)
"Wo" z uporem maniaka powtarza ze nik nie bedzie skakal(satanisci) po grobie jego dziadka i trzeba tam w Szczecinie zrobic porzadek. Oczywiscie te legendy na temat metalowego Szczecina okazaly sie nieco przesadne, gdyz ten ruch byl juz nie tak mocny jak w polowie lat 80.Pociag ruszyl w strone Gdyni......

....pociag dojechal do Gdyni ,Arki ani widu ani slychu co bylo do przewidzenia, bowiem wiedzieli jedziemy w czysto okreslonym celu i bedzie nas duzo. Zreszta Arka w 90-tym jeszcze cieniowala rok pozniej byli znacznie mocniejsi, ale to inna historia.
W Gdyni Glownej dochodzi jeszcze kilku spoznialskich Lechistow z Karwin(spora ekipa wtedy) pozostali wsiadali w Sopocie. Pociag rusza... kilkanascie osob wyskakuje, machaja nam na pozegnanie i wracaja do Gdanska.Do Wejherowa jeszcze ostroznie bo moga szyby leciec,ale jest spox. Za Wejherowem rozpoczyna sie biesiada, czyli lazenie po przedzialach, plotki, ploteczki i oczywiscie rzut oka na stan ekipy. Trzy czwarte znajome geby wiec bedzie dobrze splentowal "R".
Ja do Slupska siedzialem w przedziale z chlopakami z Moreny i Chelmu, tematem przewodnim byl serial pt.Twin Piks(lecial na 2 godz.przed odjazdem pociagu) ktory byl tak zakrecony ze za h... nie moglismy dojsc o co w nim chodzi i kto jest morderca.
Oczywiscie pojawil sie "W", ale w radosnym nastroju stwierdzil ze bedzie dobrze.Kamien spadl nam z serca bowiem "W" mial juz ponad 60 wyjazdow wiec wiedzial co gada:)
Zaprezentowalem swoj nowy zakup,czyli gaz bojowy o sile razenia 5 m, swiezy import z Amsterdamu, chlopaki byli pelni uznania.
Za Slupskiem w trzech idziemy sobie dwa wagony dalej aby zrobic drzemke,niestety wracamy po 1,5 godziny i stwierdzamy ze zbyt wiele mysli w lepetynie i juz zostaniemy do Szczecina z pozostalymi. Na 5 minut przed Szczecin Dabie dostajemy info, ze wszyscy robimy wysiadke, aby zrobic zmylke taktyczna,przeglad ekipy, wzmocnic morale itp. W tym momencie Robert(180 cm i 140 kg grubas jak cholera)) drze ryja ze jest glodny i pierdoli, on jedzie do Szczecina bez przesiadki. Maciek jego przyjaciel twiedzil, ze Robert wpierdolil swoje kanapki i jego ale to u niego norma i on musi cos zjesc ..no bo musi,taki jest i koniec.Wiec zostajemy ja, Robert, Maciek i jeszcze dwie osoby ustalamy, ze sie rozdzielamy i w holu dworca pozostajemy w kontakcie wzrokowym, gdy Lechia wjedzie kolejka SKM, a Pogon bedzie zwijac wrotki (co bylo raczej pewne spodziewali sie nas mniej anizeli 100)przejmujemy gosci.
Do naszego grona chce dolaczyc jeden skinhead z Moreny, ale tlumaczymy mu, ze z flejersem i pajakiem na szyi czy glowie raczej ciezko bedzie o konspire..odpuszcza. 200 metrow przed pociagiem jeden z nas wystawia glowe aby zrobic rzut okiem na sytuacje na peronie..Sa kurwa sa krzyknal!!!Rozdzielamy sie na cala dlugosc pociagu trzeba przejsc komitet powitalny.
Pociag wjezdza na peron w Szczecinie.... Mialo byc "200 m przed stacja Szczecin"nie przed pociagiem -sorry.

Przechodze na poczatek skladu, aby przejsc "bramke" w tloku, ustawiam sie w kolejce do wyjscia, patrze przez okno i oczom nie wierze, Robert zapierdala z dwoma wielgachnymi torbami robiac przysluge sobie i jakiemus starszemu facetowi. Olsnilo mnie momentalnie i wracam spowrotem trzepie przedzialy w poszukiwani foliowej siatki,znalazlem zdejmuje kurtke (notabene zielona)wkladam do siatki, bo jak by wygladalo z dalekobieznego z rekoma w kieszeni.Wchodze na schody jestem 10 metrow przed oprawcami, przygladam sie pobieznie nie zatrzymujac wzroku, ani na moment. Bylo ich z 30-40, trzy czwarte z nich z fryzura a´la "dywan" czyli krotko z przodu, dlugo z tylu no i kieszenie powypychne kamieniami. Ucieszylem sie ze chlopaki nie byli pewni swego skoro zakladali tez pesymistyczny wariant,o sie zdziwicie kurwa,zdziwicie sie mocno pomyslalem i czmychnolem do holu dworca.
Maciek przeszedl na "zapytajke" spytal kobiete gdzie jest jakas tam ulica Mickiewicza lub cos podobnego, babsko tak sie rozgadalo, ze nie dosc, ze przeszedl komitet to jeszcze w holu mu tlumaczyla mimo, ze On mial to w dupie. Dziwilem sie, ze przeszedl bez problemow, bo ma morde gangstera, a moze dlatego? W holu bezpiecznie wszyscy z Pogoni czekali na peronie plus czujka na drugiej stronie peronu, aby nikt nie nawiewal druga strona skladu. Dolacza do nas tych 2 chlopakow przygladamy sie rozkladowi, najblizsza kolejka z Dabia bedzie
za 35 min., nastepna 65 min. Niestety telefonow komorkowych nie bylo, przypomnienie dla najmlodszych.
W pieciu idziemy do baru dworcowego spotykamy jeszcze jednego znanego lechiste. Pytam go o ktorej przyjada nasi.A skad ja kurwa mam to wiedziec-odpowiedz sensowna.Powiedzial, ze wyrwal panienke w pociagu i idzie z nia na hotel i przyjedzie na stadion przed meczem czyli za jakies 8 godzin.Potem zalowal jak cholera ze ominely go ostre dymy-no ale sam sobie wienien. W barze Robert dostaje chisterii bo cieple posilki wydaja od 6:00 czy 7:00 (juz niepamietam) kloci sie z babskiem, zeby usmazyla mu dwa jajka bez rezultatow. Jeden z chlopaczkow rozladowuje nerwowa atmosfere, ale tylko na moment."O zobaczcie morze i to pod samym dworcem"
Robert wkurwiony "Ty debilu w Szczecinie nie ma morza". Chlopaczek: "A co to jest wskazuje reka?" "Jakis zalew albo jezioro ale napewno nie morze" Chlopaczek chcial blysnac intelektem i stwierdzil ze w Gdansku tez nie ma morza.Wiem wiem debilu , my mamy zatoke odparl Robert. Wybila godzina wydawania posilkow skladamy zamowienie i czekamy na dania tzn. 3x bigos.
Chlopaczkowie rezygnuja z cieplego posilku i biora zimny bufet, bo za 10 min przejedzie pierwsza z mozliwych kolejek , nie chca przegapic przyjazdu Lechii. Szybko jemy aby tez sie zwijac na holl. Maciek jak to mial w zwyczaju oddal polowe porcji Robertowi, wiec zaoszczedzilismy kolejna minute i wychodzimy. Bylismyw w polowie drogi, miedzy Barem, a holem i slyszymy brzek tluczonego szkla (byly to szyby kas biletowych jak sie pozniej okazalo). KURWA NASI JUZ SA,ja pierdole co Wy zegarka nie macie krzycze!!!!Na pelnym gazie wpadamy na holl.....

W holu dworca totalne zamieszanie nie trzeba byc specem w huligance, zeby stwierdzic, ze "szczecinskie dywany" pala wrotki, biegaja doslownie o metry od nas.Na holu jest juz czolowka poscigowa Lechii(to oni wybijali szyby).Pogon juz wie ze za 30 sekund dworzec bedzie zalany ponad 200 osobowa ekipa z Gdanska. Chlopaczkowie dopadaja 2 Szczecinian pod kiblami, my tez tam biegniemy bowiem kilku z Pogoni wraca ratowac kolegow. Robert tratuje jednego nabiegowo, ja staram sie go trafic skopa, niestety trafiem w korpus na dodatek wyjebalem sie, gostak na czworaka spierdala do WC razem z 3 kolegami.
Do WC wpada juz ekipa pociagowa, wiec biegniemy do wyjscia lapac nastepnych niestety bez rezultatu. Wracamy, a tu z WC wybiega Pogon,co jest? Okazalo sie ze na wbiegajacych lechistow uzyli gazu i zalatwili 4 osoby, ale co sie odwlecze....
Atakujemy ponownie tych samych,dwoch pryska gazem i spierdala, ale kolejna dwojka dostaje sporo strzalow,jeden ostro wytargany za dywan i z krwawiacym nosem piszczy, skowyje, ale spierdala.
Koniec dymu dworcowego holl okupuje Lechia, niestety nie obylo sie bez strat, dwie osoby z Lechii powaznie zostaly trafione kamieniami przy wysiadaniu z pociagu ,jeden zlamany nos(szpital),drugi trafiony w glowe (na szycie do szpitala). Chlopacy zagazowani oplukuja oczy w WC,czekamy na nich poganiajac, bo cala ekipa poszla juz na miasto. Pogon juz wiedziala, ze w tym skladzie wiele nie zwojoja i trzeba przyznac, ze popisali sie swietna organizacja, bo po parudziesieciu minutach doszlo do poteznych zadym ulicznych tyle ze sily byly juz bardziej wyrownane. Dodam ze psiarni zero!!!

Wychodzimy, a wlasciwie wybiegamy i po 400m dolaczamy do reszty. Nie potrafie okreslic ile czasu minelo 10 moze 20 minut, a z bocznej ulicy wybiega Pogon, bylo ich znacznie mniej, ale raczej malo sie tym przejmowali i dochodzi do normalnych walk, gdy atak zostal odparty i czesc lechistow gonila Pogon, ktos darl sie w nieboglosy, zeby nie gonic. Za chwile okazalo sie dlaczego, z bocznej uliczki biegnie nastepna watacha. Nie bede pisal drobiazgow, bo Zielinski opisal to dosc dobrze tylko jedna uwaga. To nie byly walki na huki i przeganianie, prawda byla taka, ze Pogon wbijala sie w powiedzmy 90 na 150 i normalne starcie. Dwudziestu Lechii goni 40 Pogoni, starcie, Lechia ucieka do reszty i znowu starcie, tak przez wiekszosc drogi(zreszta cyfry teraz zgaduje). Oczywiscie te dwa pierwsze starcia byly najwieksze,a potem na mniejsza skale, tyle, ze ciagle walki, nie jakies huki i przeganianki. I tak prawie pod sam stadion. Dodam o szybach wystawowych, samochodowychch, powgniatane maski itp. Dotarlismy na stadion, zaczely sie pierwsze komentarze. Wielu ludzi twierdzilo, ze Pogon byla nafaszerowana prochami, bo byli strasznie agresywni i atakowali w wydawaloby sie beznadziejnych dla nich momentach z piana na ustach. Zreszta z naszej strony walczyli wszyscy, co odzwierciedla jak bylo ciezko. Co do braku synchronizacji ataku Pogoni to tez zgodnie twierdzilismy, ze byloby kiepsko, gdyby im to wyszlo, ale nie wyszlo. Gdy juz siedzielismy na bocznym boisku Pogoni podszedl jakis dzialacz, przedstawil sie i powiedzial, ze do meczu jeszcze sporo czasu, wiec przynosl pilke, abysmy sobie pograli zabijajac czas. Podziekowalismy za mily gest i gralismy. Byla bodaj 10 rano, czas mijal wolno, pochodzilismy sobie po obiekcie, byl stromy i bez zadaszenia to najbardziej mnie zdziwilo. Niestety ok.12 jeden z moich kolegow stwierdzil, ze jest glodny i musi cos zjesc, Maciek powiedzial ze pierdoli nie jest glodny, ale znalazl sie inny chetny (ksywy nie pamietam). Ustalilismy ze bary i restauracje odpadaja, najwyzej sklep, bulka paryska, jogurt i spadamy,zgodzil sie. Po uwaznej obserwacji stwierdzilismy, ze idziemy za tory kolejowe, czyli droge powrotna. Zaraz za torami po drugiej stronie ulicy pojawia sie 7-9 z Pogoni. Pieciu z nich przechodzi ulice w nasz strone. My odbijamy w prawo do sklepu 1001 drobiazgow cos w tym stylu tyle ze duzy, nie pamietam czy mial spozywke,ale raczej nie, bo bysmy cos kupili, byly lampy, kanapy czyli mydlo i powidlo przelomu lat80/90, byl mniej wiecej 50-150 metrow od przejscia kolejowego idac do miasta, po prawej stronie. Przed wejsciem podchodza i pytaja skad jestesmy (pelna kultura). Odpowiadam z Leborka (znam topografie jakby co, brak tam kibicow, na dodatek mozna podpucowac ze tam tez Pogon:))
Oni pytaja gdzie to jest, miedzy Wejherowem, a Slupskiem odpowiadam.W sklepie sramy ze strachu, pytamy jakas kobiete o tylnie wyjscie, ta odpowiada, ze tylko dla personelu. Ja pierdole mysle, zginiemy nikczemna smiercia zaciagnieci w jakies zadupie, kurwa mam dopiero 19 lat. Chodzimy po sklepie wielkosci super samu i udajemy naiwniakow, ale widzimy ze te geby ciagle na nas patrza stojac pod sklepem. Ustalamy plan B, czyli zobaczymy co chca jak by co to uzyje Amsterdamskiego wynalazku. Wychodzimy podbijaja i pytaja co tu robimy,(ja odpowiadam tak ustalilismy) mowie ze mieszkamy w liceum z cala klasa. W jakim, jaka ulica? Niepamietam zaraz przy torach tramwajowych odpowiadam udajac goscia z malego miasteczka. W miedzyczasie po drugiej stronie ulicy stoi juz spora gromadka Pogoni raptem 20 sztuk Teraz gosc mnie zaskakuje WYCIAGAC BIALKI krzyczy,pytam co to jest?(pierwszy raz spotakalem sie z tym okresleniem)Legitymacje szkolne powiada (mielismy juz dowody)OK odparlem,wyciagam gaz i napierdalam w nich.Zaczynamy biec w kierunku garazy w przeciwnym kieruku od ulicy. Wskakuje na plot potem zapierdalam po garazach zeskakuje na ziemie biegne w strone naszych wbiegam miedzy dzialki i plot stadionu. Niestety naszych juz tam nie ma,biegne dalej, ale chce mi sie wyc, naszych juz wywialo,przebiegam pod kasami mijajac je po lewej biegne jeszcze z 300 metrow i spotykam cala ekipe, wszyscy sobie wpierdalaja slone paluszki, popijaja alkohole i sa bardzo rozweseleni stojac pod sklepem spozywczym.Byla godzina ok 12 bylem zasapany, na dodatek koledzy sie gdzies zapodzieli:( Pojawili sie ok 2 godziny puzniej kazdy z osobna i stwierdzili ze jestem Marian Woronin.

od tego momentu obiecalem sobie ze juz nigdy nie bede oddalal sie od ekipy. Wytrzymalem do 21:00 w Stargardzie, ale to pozniej, zreszta przez caly okres moich wyjazdow mialem wlaczonego "jasia wedrowniczka" nie mam pojecia skad to wynika , lubie lazic po nieznanych terytoriach,no takie zboczenie. Zreszta najlepiej bylo w Rybniku na barazu z Wybrzezem pojechalismy ekipa Lechii rozlazac sie po miescie, ehhh to byly dopiero jaja, ale innym razem.
Wracamy na stadion ok. 13 (dalej zero policji-to juz 7 godzin jak zapierdalaja na sygnalach, ktore slyszymy po miescie i nie wiedza w czym szum).W tym czasie trwaja walki o sklep spozywczy (wychodzac ze stadionu w lewo ok. 300m). Bieganiny widac ze stadionu (tym razem bardziej podchody, ale po obu stronach po parenastu ludzi) z sektora dla przyjezdnych, nasi dzielnie bronia dostepu do alkoholu, po jakiejs godzinie bylo to juz tak normalne ze skinheadzi robili sobie normalne zmiany i przychodzili na papierosa, a zmieniali ich inni. Wreszcie ktos stwierdzil ze pora tam zrobic porzadek i idziemy cala ekipa, a tu kurwa pech baba zamknela sklep, bo jej sporo towaru ubylo.Wracamy mijajac bramy a na ulicy od torow 100m stoi Pogon cala banda !
Morale mielismy juz duze wiec atakujemy,ja po ostatnim strachu jaki sie najadlem (wkurwienie)biegne drugi za M naszym najlepszym zawodnikiem ,w reku trzymam jakis glaz, Pogon natomiast stoi w lini i sie nie rusza. Ich przywodca taki stary zgred wygladajacy na 40 latka drze sie w nieboglosy STAC KURWA STAC i faktycznie nikt z Pogoni nie spierdala. Z naszej strony leca juz kamienie, nadciaga 250 typa, ale rozproszonych od sklepu az do Pogoni, czyli prawie 400m, Pogon krzyczy BEZ KAMIENI,BEZ KAMIENI,(ktos potem dobrze podsumowal ze teraz bez kamieni, jak 2 naszych zaliczylo od nich szpital). M ze zgredem zaczynaja solo, z naszej strony wszyscy zwalniaja Pogon tez sie nie wpierdala narazie, raczej bylismy pewni wygranej M, bo dotad bywal raczej niezawodny, a przegrana zgreda oslabi morale przeciwnika. No i zaczyna sie solo najlepszych zawodnikow, raptem pare kopniakow, a tu w popszek tlumu wjezdrza policyjny polonez Huuurraaaaa godzina 14( prawie 8 godzin) skapowali sie gdzie jest zrodlo konfliktu.Nie minely 2 minuty i bylo 5 nysek,zaproszono nas na sektor dla gosci.


Skonczylo sie lazenie, siedzimy i czekamy na mecz. W miedzy czasie pojawia sie samochodowa ekipa z Gdanska 4-5 plus i osobno niespodziewany gosc (przynajmiej dla mojej osoby). Jest nim R, znany wtedy w swiatku (nie wiem jak dzisiaj) fanatyk warszawskiej legii. Oczywiscie non stop nawija z wazniejszymi postaciami. Slyszac opowiesci lapie sie za glowe niedowierzajac w rozmiar zadym. W pewnym momencie dochodzi do sprzeczki R z 19 letnim wtedy mlodzianem S(notabene dzisiaj tez znany w swiadku) z Lechii. Zaczynaja sie napierdalac przechodza do parteru, ktos ich rozdziela wymieniaja jakies uwagi nie bardzo wiedzialem co jest grane. Po paru minutach wyluzowany juz R zaczyna spiewac angielskie przyspiewki, okazalo sie ze wracal z Anglii i zachaczyl o Szczecin zobaczyc co ciekawego dzieje sie na meczu P-L,mial szal Menchesteru U dosc chodliwa wtedy sprawa. Pojawiaja sie pierwsi emeryci z ochrony, z policja wypraszaja nas pod kasy w celu zakupu biletu, niestety wszyscy zapomnieli o kilku spiacych lechistach. Kiedy pierwsi mieli juz bilety Ci wychodzacy jako ostatni dra ryja, ze psiarnia zawija spiacych, zaczelo sie zamieszanie, ale psy ostro sie stawiaja blokujac wejscie na obiekt. Efekt taki ,ze tracimy 5-7 ludzi zawiezionych na izbe
Po 10 min wpuszczaja, powoli schodzi sie szczecinska publika, prawie kazdy 11-15 latek pozdrawia nas "fuckiem" co doskonale widzimy bedac blisko wejscia. Stadion wypelniony po brzegi, ktos z naszych krzyczy, zeby wieszac flagi, konsternacja KURWA PONAD 200 TYPA I NIE MA ANI JEDNEJ FLAGI !!!! wdziera sie w nieboglosy. Za chwile zlosliwe komentarze pod jego adresem "te a moze Ty bys chcial pozapierdalac w Szczecinie z plecakiem?", "wszyscy byli nastawieni na dym" dodaje inny. Ostatecznie flaga sie znalazla po jakiejs chwili,wygladala jak wyjeta z dupy i miala moze wymiary 90 na 90 cm. Zaczyna sie mecz Lechia obejmuje prowadzenie po lobie Mirka Girucia robimy zjazd pod ogrodzenie, to efekt raczkujacej telewizji sat,gdzie pokazywano lige hiszpanska. Zjazd wyszedl extra,zwlaszcza, ze wiekszac miala flejersy na pomaranczowej stronie. Niewiem dlaczego, ale mielismy wrazenie ze czolowi goscie Pogoni siedza naprzeciw nas, a nie w ichnim mlynie, widac to bylo po wstajacych gosciach zachecajacch do dopingu. Repartuar Pogoni wiadomy Lechia....szajs,my... na kolana i ...skurwsynski klub rybakow...szkoda pisania wiadomo. W przerwie kilku skinom udalo sie podejsc pod luk sektora Pogońi i rzucic kosze na smieci w publike (tak twierdzili przybiegajc zasapani). Natomiast pod naszym sektorem jakis kudlaty knypek zrywa nasza flage i zapierdala przez boisko do wlasnego sektora, z naszej strony przeskakuja w poscig W i M nastepnym mial byc S (ten co mial sprzeczke z R)dostaje strzala policyjna pala w glowe i pada nieprzytomny, sporo wiary podbiega do psa co uderzyl i wyzywa, atakuje, chlopaczek wystraszony ze zabil, widac sam jest wystraszony. Kurwa kiepski widok S w spodniach moro,glanach,czarnej koszulce i flejersie lezy jak trup. Po chwili ochrona podprowadza go zataczajcego do karetki i odjazd do szpitala. W i M zostaja zawinieci, wszyscy sa wkurwieni 3 szpitale, kilka izb, na dodatek W i charyzmatyczny S nr 1 zawodnik ekipy zawinieci, ostatecznie wszyscy dopierdalaja sie do psow, zeby puscili ta dwojke po 10 min wychodza, chociaz to dobre. W miedzyczasie(knypek dobiegl) Pogon dopada nasza flage stadion ryje z zachwytu,a tlum rzuca sie na nia jak hieny na padline, tratujac sie wzajemnie,po podarciu pala ja, co bylo do przewidzenia. Po przerwie obok naszgo sektora (po naszej lewej) mimo, ze bylo pusto w pierwszej polowie, w drugiej siedzi sporo hools Pogonii, policja sie orientuje i oddziela nas kordonem. Mecz sie konczyl nigdy bym nie przepuszczal, ze jeszcze tyle sie wydazy,a jednak.....

Po meczu laduja nas do wiezniarek odczekawszy okolo 20 min,jest ich 4-6 (niepamietam) ja z innymi malolatami 17-20 lat jedziemy pierwsza. Jedziemy droga powrotna. Wszyscy sadzimy, ze od "lodowek" beda odbijac sie kamienie, ale nic podobnego,natomiast to co zwrocilo moja uwage to cala masa gosci biegnacych w podobnym kierunku mijajacych przechodniow wracajcych z meczu. Po chwili ktos spokojnie oznajmia ze reszta "lodowek" pojechala w innym kierunku, natomiast my skrecilismy w boczna ulice. Zaczynmy napierdalac piesciami do szofera widzac odjezdzajacych kolegow tzn."lodowki", krzyki,wyzywanie gdzie jedzie itp.niestety zero odzewu. Siedzacy przy wyjsciu policjanci tez sa zaskoczeni.
Wiezniarka staje pod dworcem plus dwie nyski w pelnej obsadze bedace na miejscu,kaza wychodzic, no to wychodzimy, poganiaja do jakze znajomego holu pierdolonego dworca szczecinskiego. Wchodzimy do holu dworca,"Mi" szturcha mnie i mowi "Sprzedali nas" kto pytam? "jak kto...psy zobacz ilu ich stoi. Huje z Pogoni maja jakies uklady z psiarnia, zobacz co sie dzieje,faktycznie...patrze a co druga morda oparta o kasy ,sciany, patrza na nas,na dodatek te dywany, jestem juz pewny ze wyrok bedzie wydany, podobnie inni. Ktos z tylu szarpie mnie za ramie, az podskoczylem.Dodrze was widziec powiada. KURWA TO "S" z obandazowana glowa!!!! ktory dostal palka i zawiezli go do szpitala,co sie dzieje panowie pyta, jakby urwal sie z ksiezyca.
Okazalo sie ze "S" jako skinhead pojechal na pogotowie, a tam zaczal obslugiwac go prawdziwy lekarz-murzyn, wiec pozwolil zrobic sobie opatrunek przez pielegniarki i stwierdzil ze zaden murzyn szyc go nie bedzie, opuscil szpital w bialym opatrunku na glowie obierajac kierunek na dworzec-mial farta ze doszedl i ze my tam bylismy.

Na holu stoimy na rogu kas biletowych i wyjscia na miasto. Jest nas ok. 50-ciu. Tymczasem wejsciem wchodza kolejni z Pogonii, zadyszani mijaja nas jeden po drugim, ale pojedynczo. Obstawia nas (nie pamietam ilu) policja, ktora po paru minutach zawradza nas do "lodowek" i odjazd. Dla wielu brakowalo miejsc siedzacych, wiec pytamy dokad jedziemy, jakis psiak odpowiada, ze zaszla pomylka i wioza nas do Stargardu. Po drodze widzimy konwoj "lodowek" stojacy na poboczu, zwalniamy, oni ruszaja i jestesmy w komplecie. Zrobilo sie juz ciemno, kiedy podjezdzamy po Stargardzki dworzec. Teraz popis daje szczecinska policja. Kazdy po wyjsciu musi przejsc przez kontrole osobista... kurwa po 14-stu godzinach pobytu w Szczecinie tym debilom przypomina sie o rewizji. Efekt taki, ze pare przedmiotow zostaje w srodku. Ja natoniast trzese sie o moj gaz, ktory wilekoscia przypomina dezodorant 8x4 z wylotem ok. 2 cm. Naprawde byl zajebisty. Patrze, a jeden chlopaczek tez ma gaz, ale taki malutki i kladzie go na dach lodowy przez wlaz wentylacyjny. "Jak pojazd odjedzie to sie poturla i spadnie" - powiada. No to tez sie przylaczylem. Wszyscy poszlismy cos zjesc. Byl tam taki bar typu "Mleczny", a moze "WARS" nie pamietam. Mozna bylo zaobserwowac zajebiste zamowienia"duszone kartofle ze skwarkami prosze" kolega dalej "dla mnie podwojna porcja". Tym co brakowalo kasy na cokolwiek- pomagali inni wycieczkowicze. W miedzyczasie posilku razem z kolega od gazu, co chwila chodzilismy zagladac, czy aby odjechaly "lodowy". Po jakims czasie odjechaly, tyle, ze gaz zniknal, moze psiarnia znala ten numer - niewiem. Nastepny etap to patrole po Stargardzie. Nie wiem ilu nas wyszlo, bo kto zjadl to sobie szedl. W efekcie wygladalismy, jak amerykanscy zolnierze na polach ryzowych w filmach o Wietnamie, czyli prawie gesiego, w odstepach i po obu stronach ulicy na dlugosc powiedzmy 300-stu m. Kordon policyjny oblawy byl tak szczelny, ze kazdy mogl sobie lazic gdzie chce i kiedy chce. Wiekszosc ludzi przesiadywala na dworcu, ale byly rotacje, patrole byly domena mlodych. No i sie zatrzymujemy, bo kogos cos zafrapowalo, tzn. 3 osoby siedzace pod wiata, ktos stanal pierwszy, doszlo nas potem chyba 9, "S", "Mi", ja i paru skinheadow z Moreny. Pod wiata siedzi zolnierz i dwoch na moje oko siedemnastolatkow "byliscie na meczu" -pytanie, "nie"- odpowiedz. Zolnierz zaczyna lamentowac, gada, ze nie zna tych dwoch i ze jest niewinny, czyli pierdoli jak maly Kazio. Juz odchodzimy, jak "S" wyglasza taka oto formule "o ty kurwo" okazalo sie, ze chlopaczek po srodku ma czapeczke Pogonii, czapka zdjeta, lisc z prawej lisc na wyprostowanie, ale chlopak trzyma fason
i zachowuje spokoj. Natomiast zolnierz pada na kolana lamentuje szlocha, ze ich naprawde nie zna. Szczerze powiedziawszy to jemu, bym chetniej przypierdolil. Ludzie z niego drwia, w mundurze WP i zachowuje sie jak baba. Natomiast do tego po prawej tekst "zdejmuj okulary" pierdole bic przyszla inteligencje?.Niepamietam dlaczego ale na 2 lisciach sie skonczylo,wracamy na dworzec bo jest blisko odjazdu.Przychodzac dowiadujemy sie od kolegow ze psy oznajmiaja, ze nie mozemy wsiasc do pociagu jadacego po 22:00 tylko nastepnym,czyli nocnym.Zostaly kolejne godziny oczekiwania,urozmaicamy je sobie kolejnymi patrolami, nie wiedzac ze ekipa Pogoni juz jedzie do Stargardu...

Mimo ze juz nie mialem ochoty to po czyjejs namowie ide na kolejny patrol,po drodze mijamy wracajace grupki naszych, maja pare szali Pogońi. Tym razem w rozproszeniu idziemy znacznie dalej jest nas moze 20. Za nami idzie 2 chlopakow okolo 20 letnich. "O nie znamy ich " ktos powiedzial.Czekamy az podejda."Skad idziecie?","z dworca"odpowiedz. "Byliscie na meczu tak?" "Nie nie bylismy" "Byliscie byliscie"-powiada ktos blefujac, w tym czasie podszedl ktos od nas i sie wydziera "Kurwa pamietam tego goscia On byl na meczu" i podaje miejsce gdzie go widzial (niepamietam). "I co fajnie sie spiewalo Lechia Gdansk kurwa szajs..?"- zaczyna sie terror psychiczny. "My nie spiewalismy tego, nie spiewalismy" "Coooo?.... kurwa tam wszyscy tak spiewali".Dostaja z piachy, gleba pare kopniakow,ale bez sadyzmu, idziemy dalej.Ktos lamentuje,ze to skandal,nasi siedza na dworcu i nawet dupy nie rusza, zeby trzepac przejezdzajace pociagi ze Szczecina-SKANDAL KURWA SKANDAL ! Jakis geniusz dostaje olsnienia i rzuca haslo ze idziemy na PKS "Moze z meczu ktos bedzie wracal autobusami" powiada. "Ale gdzie to jest?" "Popytamy to znajdziemy". Ja juz mam tego dosc,jest pozno, a ja w jakims malym miasteczku, zdala od domu lapie niewiadomo kogo,inna sprawa, ze do plutonu egzekucyjnego zbytnio sie nienadaje, nie lubie tego.Razem ze mna zabiera sie kolega z Niedzwiednika bodajze, ten to dopiero ma problem. "Wiesz, ze jak widze krew to mi slabo"powiada. "No to faktycznie ciekawe masz zainteresowania" powiadam.Co jakis czas mijaja nas kolejni lechisci. Pytaja czy jeszcze jest ktos na miescie. "Tak sa poszli na PKS" mowimy "A gdzie ten PKS?" pytaja "A skad my kurwa mamy wiedziec" taka odpowiedz padla za chyba trzecim razem, juz nas to irytowalo. Wchodzimy do poczekalni...

...i juz wiemy czemu nikt nie trzepie pociagow,ludzie sa wyraznie juz zmeczeni od wyjazdu z Gdanska minely juz prawie 24h,stad widok spiacych i lezacych na wszyskim co przypomina lawki jest dostrzegalny.Gliniaze maja wszystko w dupie,tez porozlazeni po calym dworcu,jedni graja w karty, inni rozmawiaja miedzy soba.Przechodzimy do pomieszczenia gdzie wydawane byly posilki,tam sytuacja wyglada lepiej,przy jednym ze stolikow siedzi nasza elita i rozmawia z oficerem prowadzacym akcje.Pies pyta "Czemu wy sie bijecie?" i tego typu pytania,wiec chlopaki mu odpowiadaja.Siadam do staolika obok,tam trwa juz dyskusja sumujaca konczacy sie dzien.Dworzec-wygryna,miasto-remis, ale to Pogon uciekala, i ani razu nie rozbila naszej ekipy.Kiedy siedzielismy 4 godziny na stadionie bez obstawy policji,mogli dalej atakowac jednak tego nie zrobili...dlaczego? Ano dlatego ze caala awantura na miescie byla dla nich szokiem,nigdy przedtem nikt tak mocno sie nie postawil,a Oni przez ostatnie lata obijali tam niemal wszystkich,zwlaszcza ze mieli ostro zakrecona policje.Inna sprawa ze lizali rany po ulicznej mlucce,kilka szpitali musieli zaliczyc.Niedoszle starcie przed kasami to juz niebyla ta Pogon z miasta,zebrali wszystko co mieli(mniej anizeli nas),a bylo widac ze morale upadlo,wygladali na wystraszonych, na dodatek te okrzyki ich przywodcy.Doskonale wiedzieli ze za chwile dostana ostateczne lanie,moze dlatego przyciagneli za soba psy,to ze przyszli to byla sprawa honoru i niczego wiecej."Panowie co tu duzo piedolic,to my bylismy na wyjezdzie prawda?"ktos wyglosil jakos tak brzmiaca formulke.
Do dzisiaj wszyscy uczestnicy tego wyjazdu uwazaja ze to Lechia zdobyla 3 punkty tego dnia w rozgrywkach chuliganskich.Zaczelismy przypominac sobie o stratach."Kto zaliczyl szpital?" pytam,"Ten i ten"Jednego znalem,okazalo sie ze jak wysiadal z kolejki,to jest taki moment tlumaczy mi gosc co szedl obok niego,ze na ulamek sekundy patrzysz na stopnie i peron i wlasnie w takim momencie dostal.Ledwo postawil stope na ziemi szczecinskiej i szpital"wygladal strasznie, caly we krwi,mowie wam strasznie"-z przejeciem obowiada chlopaczek.Zaczelismy sie zastanawiac jak potraktuja naszych z izby,czy beda ich obijac.

W tym czysie oficer dostaje jakies wiadomosci przez "papuge",pyta nas czy ktos z naszej grupy wchodzil na miasto, sa zgloszenia na komisriat ze po Stargardzie chodza jakies bandziory i teroryzuja okolice.Wszyscy slyszacy pytanie wzruszaja ramieniami.Oficer poszedl gadac z podwladnymi,natychmiast przestali opierac sie o sciany,siedziec,grac w karty itp,wystawili nawet czujke pod dworcem.Po jakims czasie przychodzi "G"(chyba) i podchodzi pod stolik "M".Stonowanym glosem (aby nie siac zametu przed psami), oznajmia ze przyjechala Pogon i chca sie lac,momentalnie podchodze i dyskusja(kilkanastu)."Gdzie sa?"pytanie "Tam za budynkiem"Kto inny wtraca "Bylismy tam dziesiec minut temu, nikogo tam nie ma,widziales ich?" "Kurwa baranie, gadalem z nimi jest ich okolo 60,ale montuja jeszcze miejscowych i bedzie ich razem moze ze 100"Kto inny "Kurwa jak chca wierdol to czemu mamy odmawiac" Inny"Ale jest Policja jak wyjdziemy wieksza banda?"To zlejemy tez policje"-optymista.Ktos powiedzial zeby zorientowac sie, ilu nas jest na dworcu i co porabiaja chlopaki w innych pomieszczeniach.

Okazalo sie ze brakuje jeszcze kilka dyszek ludzi grasujacych po Stargardzie.Ostatecznie szefostwo decyduje ze "gra" nie warta swieczki,policja pilnuje juz staranniej, mozna wchodzic, z wychodzeniem trzeba kombinowac ,moga byc nastepni zawinienci,wystarczy ze w Szczecinie zostalo juz ok 10,a jak chca miec koniecznie skopane dupy, niech zrobia wjazd na dworzec ,z taka informacja puszczono czlowieka.Ludzie powoli sie zlazil z miasta ,nadjechal pociag,bylo strasznie ciasno,znalazlem "wolne siedzace"miedzy zwyklymi pasazerami.Niepamietam,zasnolem czy stracilem przytomnosc (ze zmeczenia),nagle jakas kobieta mnie szturcha i mowi "Gdynia trzeba wysiadac".Jeszcze w holu gdynskiego dworca ostatnie okrzyki Lechia Gdansk!!!
Przesiadka na SKM,ludzi zaczyna ubywac,przybijanie piatek te sprawy.We Wrzeszczu wyskakujemy na autobus,jest nas z 15 , wszyscy juz milcza.Podchodze pod dom i ciesze sie ze mieszkam na parterze,jest ok 8 rano od wyjscia z domu minely okolo 33 GODZINY!!!Otwiera mi ojciec i powiada "Martwilismy sie o Ciebie, dobrze ze jestes caly"....."A daliscie tym w Szczecinie chociaz po zebach?" Zdziwilem sie,cos wiedzial!!! "Wczoraj w Wiadomosciach pokazywali efekty burd w centrum Szczecina, w radiu tez w kazdych serwisach"powiedzial.Pojawila sie starsza siostrzyczka,studentka szkoly muzycznej, no wiecie jakie klimaty."Nie wiedzialm ze mieszkam z bandyta"powiedziala,oooo musiala tez ogladac wiadomosci.Nie odezwalem sie,ojciec prawi moraly siora slucha "Sluchaj jestes dorosly ,ale przemysl czy warto ryzykowac zycie,czy to ma sens,juz nikt normalny nie chodzi na Lechie ciagle sa tam zadymy, a co dopiero na wyjazdy"(ojciec chodzil kiedys na Lechie)
"Porozmawiamy jak wstaniesz, bo widze ze jestes zmeczony"- zakonczy .Ledwo przylozylem glowe do poduszki, uslyszalem zatrzaskujace sie drzwi siostry idacej grac na fortrpianie, czy pianinie. Wchodzi ojciec ,sczerzy zeby i mowi "Opowiadaj, no opowiadaj, jak bylo?"

Koniec
Ostatnio edytowano Pt, 18 wrz 2009, 12:32 przez KWTW, łącznie edytowano 1 raz
http://img412.imageshack.us/img412/9425/f650139c56.jpg

Zwycięstwo- to piękne słowo...
Dla którego umrzeć musi wielu....
Lecz warto jest polec za nie
Zginąć za swoje idee...
KWTW
 
Posty: 878
Dołączył(a): Śr, 17 cze 2009, 15:14

Re: Opisy meczów z lat 80 i 90tych

Postprzez dext3r » Wt, 8 wrz 2009, 17:14

Od razu przyszło mi na myśl to : http://lechia.net/index.php/Historia/ar ... rasowe.bks
Tu też można wyczytac ciekawe rzeczy
Avatar użytkownika
dext3r
 
Posty: 136
Dołączył(a): Wt, 16 cze 2009, 11:28
Lokalizacja: Gdańsk - Żabianka

Re: Opisy meczów z lat 80 i 90tych

Postprzez Gość » Wt, 8 wrz 2009, 17:52

Gość
 

Re: Opisy meczów z lat 80 i 90tych

Postprzez KWTW » Wt, 8 wrz 2009, 19:38

dext3r napisał(a):Od razu przyszło mi na myśl to : http://lechia.net/index.php/Historia/ar ... rasowe.bks
Tu też można wyczytac ciekawe rzeczy



No tak oczywiście ale bardziej mi chodziło aby kibice Lechii o tym coś napisali bo wiadomo jak to w drukowcach jest. I zawsze te informacje, które były by tutaj napisane mogły by się przydać właśnie do archiwum prasowego jako opis kibica czy coś takiego.
http://img412.imageshack.us/img412/9425/f650139c56.jpg

Zwycięstwo- to piękne słowo...
Dla którego umrzeć musi wielu....
Lecz warto jest polec za nie
Zginąć za swoje idee...
KWTW
 
Posty: 878
Dołączył(a): Śr, 17 cze 2009, 15:14

Re: Opisy meczów z lat 80 i 90tych

Postprzez marcin_starówka » Wt, 8 wrz 2009, 21:01

KWTM ciekawy opis masz ich więcej? Chętnie bym poznał więcej ciekawych opisów bo sam nie mogłem brać udziału w tych wydarzeniach bo jestem za młody :lol:
LECHIA TO DUMA BANDA ANTYKOMUNA!!!
http://www.youtube.com/watch?v=mDU1iNPmqno
Avatar użytkownika
marcin_starówka
 
Posty: 111
Dołączył(a): Wt, 16 cze 2009, 18:29
Lokalizacja: Gdańsk -Stare Miasto

Re: lata 80 i 90 te

Postprzez KWTW » Pt, 18 wrz 2009, 12:37

Od czasu kiedy założyłem ten temat trochę mineło niestety nikt kto był na ciekawym meczu w tych czasach nie chce
napisać swoich wrażeń to zamieszczenia troche zinów itp dotyczące tych lat. Narazie napiszę o derbach oczywiście
tych co udało mi się dojść.

Na początku mecz mecz Lechia - Arka wrzesień'92 ( wynik 3:0 )


http://i43.tinypic.com/fa0pwn.jpg
http://i42.tinypic.com/2e0nvab.jpg
http://i42.tinypic.com/21jybt0.jpg
http://i42.tinypic.com/25tgjdz.jpg

( z tego co się oriętuje tych zinów nie ma na lechia.net )



Arka - Lechia, 20 czerwca 1984

"Liga Chuliganów"

"...Rok później (1984) odbyły się długo oczekiwane przez gdańszczan derby Trójmiasta. Ich drużyna kroczyła w kierunku pierwszej ligi, Arka była w trakcie drogi z ekstraklasy do trzeciej. W obozie arkowców panował powszechny marazm, jednak z okazji tego spotkania zmobilizowali się do tego sto pnia, iż sami nie spodziewali się takiej liczebności wśród własnych hools. Nie uchronilo ich to jednak przed wygnaniem z własnego sektora — Gór ki. Po trzecim szturmie fanatycy z Gdańska przegonili gospodarzy z ich stałego miejsca. Część gospodarzy ewakuowała się za stadion.
— Mieliśmy wówczas do czynienia z rzadkim zjawiskiem, gdy kibole przed meczem forsują płoty nie po to, by wejść bez biletu, lecz w drugą stronę — śmiał się jeszcze kilka lat później Wolf, gdy opowiadał o gdyńskiej zadymie. Lechia tryumfowała także na boisku, o co starał się jak mógł sędzia tego pojedynku. O arbitrze Wolf również miał swoje zdanie:
On by ze strachu odgwizdałby koniec świata.."


Oraz małe sprostowanie

"zdobycie Górki nastapiło po 2 szturmie gdy wiekszoś Lechii kupiła bilety w kasach
Pierwszy atak przeprowadzili ludzie z biletami kupionymi wcześniej,śledziki jednak były przygotowane i na Górce leżały stosy kamieni
Gdy kamienie sie wyczerpały i reszta chłopaków doszła śledzie różnymi technikami uciekali przez płot preferowany styl tzw. tygrysek
Niestety kilkunastu nie zdażyło........"



Lechia 0 - 0 Arka 1994r.

Niestety o tym meczu nie znalazłem żadnych ciekawych wypowiedzi itp. Znalazłem zato ciekawy materiał zza między

http://www.arka-tv.pl/karty-historii-le ... ka-0-0-94r

Dla ciekawostki mogę napisać tylko że na tym meczu została skrojona w dosyć ciekawy sposó flaga Arki "Gdańsk",
Arkowcy spostrzegli się dopiero jak flaga wisiała do góry kołami na naszym sektorze. Widać tą akcje w 09:13



I na koniec dam cały urywek o Lechii Gdańsk książki Romana Zielinskiego "Liga Chuliganów" ( książka z 1997r. Niestety teraz nie jest w sprzedaży )

"LECHIA GDAŃSK
Jeden z dziwniejszych klubów w Polsce. Do niedawna diabli wiedzieli, czy w dalszym
ciągu był BKS-em, KS-em, czy FC. Do tego zabawy w fuzje i dziw o nazwie
Olimpia/Lechia. Jeszcze wiosną 95 rezerwy Lechii były de facto... innym klubem o niemal
tej samej nazwie. W zarządzie pojawiają się kolejno cale zastępy ludzi myślących, jak tu
sobie napchać kieszenie. Wciąż jednak znajdują się sponsorzy, chcący Lechię wspomóc.
Dobra praca z młodzieżą, która rokrocznie zdobywa medale w kolejnych mistrzostwach
Polski juniorów. Łebków szybko wprowadzało się do pierwszego składu, a następnie byli
błyskawicznie odsprzedawani lub niknęli. Klub, który ma wieczne problemy finansowe.
Niezmienne są jednak trzy rzeczy: Lechia w nazwie, biało zielone barwy i przywiązanie
fanatyków. Chociaż uczucia tych ostatnich wyrażane są czasami w sposób wprawiający
ich idoli w przerażenie. To w Gdańsku narodził się pomysł, by nauczyć piłkarzy
profesjonalnego podejścia do swych obowiązków kijami bejsbolowymi. Do realizacji
projektu przyjścia fanów z uzbrojeniem na trening co prawda nie doszło, ale wieść o
takiej możliwości wpłynęła na futbolistów nad wyraz mobilizująco.
Lechiści oddani są swej Lechii jak mało kto, lecz nieraz nie chce im się nie tylko śpiewać,
ale nawet zebrać w jedną grupę podczas meczu. Tak przynajmniej było przed fuzją. Gdy
na stadionie było — przypuśćmy — 1500 widzów, połowę stanowili potencjalni chuligani,
goście w szalikach. Lecz jeśli było to spotkanie nie wzbudzające dodatkowych,
trybunowych emocji (Arka, Bałtyk), to trudno było się doszukać grupki większej niż
kilkanaście osób siedzących wspólnie i stanowiących zgraną paczkę. Na dodatek ci, którzysiadali razem, mieli do przedyskutowania sporo tematów i ważniejsze sprawy na głowie,
niż dopingowanie drużyny.
Na jedyny występ Lechii w europejskich pucharach, mimo że w pierwszym pojedynku
gdańszczanie przegrali z Juventusem 0:7, przyszło 40 tysięcy ludzi.
Atmosfera Gdańska ma w sobie coś szczególnego. Podczas gdy w innych miastach kibice
różnych, nie zahaczających się dyscyplin sportowych, biorą się za łby (w Lublinie bywa i
tak, że niechęcią potrafią się obdarzać kibice Motoru, podzieleni na fanów drużyny
piłkarskiej i żużlowej), to w Gdańsku żaden kibic Wybrzeża (żużel), czy Stoczniowca
(hokej) nie jest postrzegany inaczej, niż jako „taki inny lechista”.
Trudno jest przełamać w Gdańsku barierę nieufności kibiców Lechii wobec obcych. Długo
trzeba tam być znanym, by zostać w pełni zaakceptowanym. Ale jeśli już wejdziesz do
tego grona... Zgoda na linii Wrocław — Gdańsk nie rodziła się bez bólu. Nie raz i nie dwa
zdarzały się sytuacje, w których wydawało się, że kosa będzie nieunikniona. Teraz
spróbuj po wiedzieć coś złego na Lechię we Wrocławiu lub na Śląsk w Gdańsku. Ba,
nawet uwagi pod adresem Śląska, które nie są z gruntu negatywne, lecz mają posmak
nieakceptacji, często spotykają się ze stanowczą odprawą. Przekonało się o tym paru
kibiców Wisły jesienią 94, gdy zajechali do Gdyni na Arkę. Wraz z nimi przywędrowało
kilkudziesięciu lechistów.
— Dlaczego z nami przyjechało was zaledwie kilkudziesięciu, gdy ze Śląskiem na Arkę
zawsze jeździcie całą watahą? — pytanie było raczej nastawione na uzyskanie informacji.
— A co, Śląsk wam się nie podoba? — padła odpowiedź, w której za warta była doza
nieufności do nowych układów i pełna akceptacja starych. Wiślacy zrobili zgodę z Lechią i
ze Śląskiem dosłownie kilka miesięcy przed tym wydarzeniem. Byli trochę rozgoryczeni
takim postawieniem sprawy przez biało-zielonych, jednak potrafili strawić sytuację
„nowego w układzie”.
Kibice Lechii pojawili się na trybunach na początku lat siedemdziesiątych, gdy drużyna
grając w drugiej lidze wciąż aspirowała do pierwszej. Panowała ostra rywalizacja na linii
Gdańsk — Gdynia, która na niwie piłkarskiej ogniskowała się na drużynach Lechii i Arki.
W tym czasie Lechia przegrywała. Sportowo i chuligańsko. Arka wówczas awansowała do
ekstraklasy, z czasem nawet zdobyła puchar Polski. Żółto -niebiescy zawładnęli duszami
piłkarskich fanów z okolic Trójmiasta. Jednak lokalny patriotyzm nie zezwala
mieszkańcom jednego miasta sympatyzować z drużyną z drugiego. Ta tendencja jest w
Trójmieście zachowana, a ci, którzy spod jednych barw uciekli pod drugie, są szczególnie
żarliwie ścigani. Aktualnie takim wyklętym człowiekiem jest młody Kaczor, poprzednio
lechista, aktualnie arkowiec. Kim będzie za jakiś czas - nie wiadomo.
Wieści, jakie przenikały z dość hermetycznego środowiska piłkarzy Lechii w końcówce lat
siedemdziesiątych, świadczyły o tym, że drużynie nie zależało na awansie do ekstraklasy.
Rzeczywiście, futboliści rokrocznie zajmowali miejsce w czubie tabeli, jednak wyżej nie
awansowali, będąc często języczkiem u wagi w najważniejszych dla innych momentach.
Aż nastąpił krach, czyli spadek w trzecioligową otchłań. Z tych krótkich chwil, jakie w
owym czasie Lechia spędziła na trzecim froncie w pamięć kibiców wbiły się dwa
momenty. Oba to mecze wyjazdowe. Jeden do Tczewa, gdzie do dzisiejszego dnia
większe wpływy ma Arka. Na stadionie tamtejszej Wisły, będącej kibicowską filią żółtoniebieskich,
lechiści zrobili trzepanie skóry wszystkim miejscowym, wyganiając ich ze
stadionu. Drugim sporym przeżyciem był wyjazd do Świecia na Wdę. Tam nie
spodziewano się jakiegoś oporu ani agresji ze strony miejscowych. O co poszło i kto
zaczął nie sposób się domyśleć. Po latach prawdy nikt nie dojdzie. Zakończyło się na
niezłym laniu, jakie zainkasowali biało-zieloni. Mikołaj do tej pory lubi poopowiadać,
oczywiście koloryzując, jak towarzystwo rwało zelówki przed hordą miejscowych.
Środkiem transportu uciekających był także zarekwirowany spod sklepu rower. Mikołaj
gnał przez lasy kilkanaście kilometrów. Trzecioligowe wyjazdy, zwycięstwa drużyny w
młócce na tym szczeblu rozgrywek oraz przede wszystkim zdobycie pucharu Polski
skonsolidowało grupę.
Ostatnie w sezonie 81/82 występy futbolistów przyciągnęły masę ludzi. Pojawiło się
mnóstwo szalikowców. Euforia nastąpiła po zdobyciu PP w Piotrkowie Trybunalskim.
Wówczas milicji nie obchodził w zasadzie sam mecz. Bardziej groźna była wybierająca się
nań wycieczka z Gdańska, miasta jednoznacznie identyfikującego się z wolnościowymi
dążeniami Polaków. Wprowadzono więc w Piotrkowie prohibicję. Spragniona wódy
kilkutysięczna wiara wysuszyła wszystkie możliwe meliny. Niektórzy, jak na przykład
Makaron, na złość milicjantom i swojemu organizmowi żłopali na oczach służb
porządkowych wodę brzozową. Wobec tego niebiescy zakazali kioskarzom sprzedaży wód
kolońskich.
Lechia wygrała, kibice z Gdańska, jak to mieli wówczas w zwyczaju, pośpiewali o
konieczności wywieszania komunistów zamiast liści. Rok później odbyły się długo
oczekiwane przez gdańszczan derby Trójmiasta. Ich drużyna kroczyła w kierunku
pierwszej ligi, Arka była w trakcie drogi z ekstraklasy do trzeciej. W obozie arkowców
panował powszechny marazm, jednak z okazji tego spotkania zmobilizowali się do tego
stopnia, iż sami nie spodziewali się takiej liczebności wśród własnych hools. Nie uchroniło
ich to jednak przed wygnaniem z własnego sektora — Górki. Po trzecim szturmie
fanatycy z Gdańska przegonili gospodarzy z ich stałego miejsca. Część gospodarzy
ewakuowała się za stadion.
— Mieliśmy wówczas do czynienia z rzadkim zjawiskiem, gdy kibole przed meczem
forsują płoty nie po to, by wejść bez biletu, lecz w drugą stronę — śmiał się jeszcze kilka
lat później Wolf, gdy opowiadał o gdyńskiej zadymie. Lechia tryumfowała także na
boisku, o co starał się jak mógł sędzia tego pojedynku. O arbitrze Wolf również miał
swoje zdanie:
On by ze strachu odgwizdałby koniec świata.
Wśród drugoligowych pojedynków także dwa inne szczególnie zapisały się w pamięci
gdańszczan. Wyjazd do głównego konkurenta w walce o awans — Olimpii Poznań (jak te
losy się dziwnie i śmiesznie układają, wszak teraz wielu chciałoby zrobić wszystko, by te
kluby połączyć). Lechiści łazili po całym Poznaniu i robili co chcieli, to znaczy obijali kogo
chcieli. Wówczas Lech nie był poważną przeszkodą. Starsi poznaniacy już dali sobie
spokój z kibicowaniem, młodych jeszcze nie było. A biało-zieloni zjechali w sile kilku
tysięcy chłopa.
Drugi taki szczególny wyjazd miał miejsce do Elbląga. Po spotkaniu kilkutysięczna
armada wracała do domu pociągiem grozy. Co chwilę ktoś „dla zabawy” na mijanej stacji
zniszczył jakąś przygodną szybę lub latarnię. Za okno wylatywały świetlówki i tym
podobne duperele. Nie przewidzieli jednego. Że w związku z demonstracją
antykomunistyczną, jaką urządzili w Elblągu, milicja będzie chciała się odegrać. W
Gronowie Elbląskim, czyli raptem parę kilometrów od miejsca startu, na pociąg grozy
czekała całkiem liczna grupa bud i nysek na sygnałach. Z daleka bractwo widząc
błyskające, niebieskie światła aut, śmiało się, że to pożar, lecz płomieni nie widać. Gdy
pociąg wjechał na stację miny zrzedły wszystkim. Część towarzystwa wiała gdzieś po
torach. Pociąg został opróżniony z wszystkich pasażerów, a wyciągnięci przeszli przez
ścieżkę zdrowia. Stopień winy był nieistotny.
Swój pierwszy sezon w ekstraklasie szalikowcy Lechii byli najliczniej jeżdżącą
ekipą na
mecze wyjazdowe. Najmocniej pokazali się w Łodzi przed spotkaniem z ŁKS -em. Zjawiła
się tam wówczas śmietanka krajowych chuliganów chcących obić Lechię już od dawna i
wietrzących swoją szansę właśnie tego dnia. Pojawili się przedstawiciele Zawiszy, Arki,
Lecha, Górnika Zabrze. Miała się odbyć egzekucja na przyjezdnych. Biało-zielonych
przyjechało tak dużo i byli tak agresywni, że to nie oni stali się zwierzyną łowną.
Połączone siły gospodarzy i sprzymierzeńców zostały rozgonione przez hordę przybyszów
znad morza.
Najsłynniejsza historia miała miejsce z dala od głównych aren walki. Chadzający
własnymi ścieżkami Wolf został namierzony i rozpoznany przez kilkunastu chcących
obedrzeć go ze skalpu hools i zagnany na pobliską budowę. Tam kopnięciem w
rusztowanie rozwalił je łamiąc sobie przy tym giczała, a następnie po uchwyceniu drąga
rzucił się na agresorów, by ich ostatecznie pogonić.
Jednak gdy kibice Lechii nieraz wygrywali swe pojedynki na wyjazdach, to piłkarze robili
to nadzwyczaj rzadko. Nic więc dziwnego, że po półtora roku ekipa wyjazdowa zmalała w
zastraszający sposób. Nałożyły się na to zniechęcenie szalikowców do oglądania ciągłych
porażek i cholernie duże odległości, które fani z Gdańska każdorazowo musieli
pokonywać.
Dość spore poruszenie zapanowało w Trójmieście podczas rozgrywania przez Lechię
spotkań barażowych o utrzymanie się w ekstraklasie w latach 87 i 88. Zarówno do
Chorzowa, jak i rok później do Poznania wybrały się całkiem zgrabne ekipy. Oba
pojedynki były dziwne. Na Ruchu zdarzył się przypadek Jojki, który wrzucił sam sobie
piłkę do bramki, co jest mu wypominane dziewięć lat po fakcie.
W międzyczasie gdańszczanie odbyli wraz ze wspomagającymi ich wrocławianami wojnę
w Wałbrzychu z dosyć groźnym na własnych śmieciach Górnikiem. Choć przyjezdnych
było znacznie mniej, rozgonili miejscowych hools już po meczu. (Przed spotkaniem jest
łatwiej, gdyż można trafić na bardziej przypadkową grupę miejscowych chuliganów. Po
spotkaniu zostają lać tylko ci, którzy tego chcą i mają szansę zorganizować się w pełnym
składzie osobowym.
Spadek i drugoligowa mizeria, choć pierwszy wyjazd po degradacji do Olsztyna to
obecność 500 głów. Mizeria owa przerywana była chwilami, w których wydawało się, że
ponowny awans jest niemal w zasięgu ręki.
Świta, kiedy czuję szarpanie za ramię.
— Wstawaj, bo nie zdążymy — słyszę jak zza ściany. Zegarek pokazuje piątą. Nic
dziwnego, że jestem nieprzytomny, skoro spałem dwie godziny. Impreza odbywała się na
Krzykach. Musimy przetransportować się na dworzec, gdzie za czterdzieści minut
dojedzie reszta fanatyków Lechii, zdążająca na mecz do Oławy. Część gdańszczan jest
już we Wrocławiu, to z nimi balowaliśmy. Teraz śpią pokotem, gdzie popadnie. Próby
dobudzenia kilku osób spełzają na niczym, ale nie dziwota. Wszak część jest bardziej
pijana niż śpiąca. Na przystanku komuś z naszej, uszczuplonej grupy puszczają nerwy.
Zbyt długo nie ma ani tramwaju, ani autobusu. Spóźnimy się jak nic. Na dodatek zimno.
Więc jakiś kopniak ląduje w szybie. Na szczęście jest obliczona na taką okoliczność,
dlatego nerwus dewastuje kopniakami kubeł na śmieci. Pojawia się środek lokomocji.
Oczywiście na wjazd pociągu spóźniamy się. Dworzec, co widać już z daleka, jest spowity
ciemnym całunem.
— O zobaczcie, może jakiś pożar — ktoś z naszej gromadki wskazuje palcem na unoszącą
się czarną zawiesinę. Łapiemy szybko idących małolatów. Znajome twarze, więc albo
młodzież z Gdańska maszeruje z dziwnie pochowanymi szalikami, albo nasi chuligani —
juniorzy.
— Nie idźcie na dworzec, wagon się pali, cały pociąg pełen dymu, ogień wydobywa się na
peron, a psy łapią kogo się da.
Mimo tych uwag podchodzimy bliżej, jednak wciąż ostrzegani przez zmykających w
przeciwnym kierunku fanów obu drużyn, nie wchodzimy na teren dworca. „Odbieramy”
swoich znajomków. Dwóch jednak powędrowało na komisariat. Popołudniu spiker w
Teleexpresie powiadamia o podpaleniu przez jadących na mecz kibiców Lechii, wiozącego
ich pociągu. Kamera pokazuje ciężkie, metalowe drzwi, które się uchylają. Za nimi ośmiu
typków z zaciągniętymi kapturami śpiewa dziarsko wymachując rękoma: „Kto liderem
jest, gdańska Lechia, nasz BKS!” Była rzeczywiście. Rok bodaj 91.
W tym okresie najfajniejsze wyjazdy organizowane przez biało-zielonych miały swą metę
w Szczecinie i Policach. Wybierający się na taką wycieczkę doskonale wiedzieli, że
ryzykują życiem, a przynajmniej zdrowiem. Jednak kilkusetosobowe grupy jechały na
zachód w poszukiwaniu wrażeń. Fajne zabawy miały miejsce na szczecińskich ulicach.
Bójki na pięści i sprzęt wzmagały wzajemną nienawiść. Nieco wcześniej fani Pogoni
wjechali w 60 do Gdańska i z powodu braku przeciwnika (lechiści, przyzwyczajeni, że do
nich nie przybywa nikt, odpuścili sobie przed meczowe polowanie), zdemolowali jakiś bar
i poobijali małolatów z salonu gier. Wyprawy biało-zielonych miały stanowić odwet, na
który Pogoń przygotowana była nieźle.
Fiaskiem organizacyjnym okazał się jeden z wyjazdów do Polic. Wypity szaleniec
postanowił pozbawić pociąg szyb, co mu się w części udało. Cała grupa wysiadła na
otoczonym przez policję dworcu, gdzie wsadzono ich w pociąg, który według
mundurowych jechał do Polic. Okazało się to podstępem. Pociąg zamiast w Policach
zameldował się z powrotem w Gdańsku.
— Głupie psy zrobiły z was idiotów, być w Szczecinie i nie dojechać do Polic, toż to
obciach — czasem w indywidualnych kłótniach, gdy brakuje argumentów, ktoś wypala z
takim hasłem. Lechiści wkurzają się wówczas niemiłosiernie.
Ostatnio główną atrakcją wszelkich kibicowskich zabaw były mecze derbowe. Zwłaszcza
te z Arką. Mobilizują wszystkich gdańskich chuliganów. Także przyjazdy do Gdyni Śląska
uaktywniały biało-zielonych. Do jakichś totalnych walk pomiędzy grupami nie dochodziło,
gdyż bardzo starannie przygotowywała się do tych pojedynków policja. Natomiast bywały
szarpaniny właśnie z psami. Derby to także festiwal pomysłowości. Wymalowane twarze,
mnóstwo nowych flag, głośny obustronny doping i fantastyczna atmosfera. Tworzona
także dzięki efektom pirotechnicznym. Ostatnie jak dotychczas (wiosna 95) drugoligowe
derby zaowocowały śmieszną sytuacją. Lechia chciała zabłysnąć na własnym stadionie i
zapaliła kilkanaście rac. Arka odpowiedziała sześćdziesięcioma. Dym z sektora gości nie
pozwolił na grę, więc sędzia przerwał na moment mecz. Nagle z szarego tumanu wyłoniło
się dwóch kamikadze biegnących ze ściągniętymi z płotu żółto-niebieskimi flagami. Ich
wybiegnięcie stadion przywitał rykiem tryumfu. Jedną z zabranych flag była zrobiona w
barwach Arki płachta z napisem Gdańsk.
— Nic nie widzieliśmy. Gdy dymy porozwiewało, zobaczyliśmy, że flagi nam zniknęły —
stwierdził po tym fakcie Mazan z Arki.
Wiosną 95 Lechia nie jeździła na swoje wyjazdy jakąś poważniejszą ekipą. Chyba, że się
umówili. Ekipy, które pojawiły się wcześniej w Rotterdamie i Chorzowie na meczu Polska
— Anglia, to nie były grzeczne wycieczki miłych chłopców. W takim klimacie umówionych
wyjazdów zdarzył się Toruń. Lechia trafiła tam tuż po święcie zmarłych.
Czterystuosobowego najazdu nie spodziewali się sami lechiści. Nieco wcześniej mieli
równie nieodległy wyjazd do Koszalina, na którym pojawiło się ich zaledwie kilkunastu. W
Toruniu Bractwo zabawiało się w helloween. Kilku się przebrało, ci najweselsi. Oprócz
diabła, był także ksiądz. Kilkunastu rozrabiaczy weszło jako eskorta duchownego do
sklepu. Kobieta zza lady widząc święte szatki w otoczeniu nieco rozwrzeszczanej
gawiedzi, trochę się zdziwiła.
— To wycieczka trudnej młodzieży — tłumaczy jej „ksiądz”, po czym sklepowa pod byle
pozorem jest wysyłana na zaplecze sklepu. W tym czasie bractwo na wydrę kradnie
hurtowo bełty.
Ale... tu stało wino — nieszczęsna kobieta jest w szoku. „Zakonnik” w tym czasie
krzyżuje ręce na piersi spuszczając pokornie głowę:
— Ja swoim owieczkom wybaczam wszystko.
Bardzo różnorodny i przeciwstawny stosunek mają mieszkańcy Gdańska do kibiców
warszawskiej Legii. Najczęściej gdy muszą się spotykać z racji spotkań między sobą, to
się nienawidzą. Gdy klasa rozgrywkowa ich zespołów jest różna, to darzą się lekką
sympatią. Po fuzji Olimpii z Lechią, kiedy pierwsza liga w dość dziwnej formie ponownie
zawitała nad Zatoką Gdańską, sposób odnoszenia się fanów obu zespołów jest w dalszym
ciągu dosyć dziwny. Na Wrzeszczu cały stadion wył „CWKS kurwa”, a po zakończonym
meczu dwudziestu trzęsących Żyletą legionistów zostało przez gdańskich macherów
zaciągniętych do knajpy, gdzie poschlewano ich na umór. W rewanżu z Gdańska do
Warszawy wybrała się na spotkanie Ligi Mistrzów dwudziestoosobowa brygada. Ci, którzy
ją odbierali na dworcu złapali się za głowy. Myśleli, że przyjezdnych będzie trzechczterech.
A tu wysypało się całkiem zgrabne stadko. Coś trzeba było z nimi zrobić. Przy
minus ośmiu nic nie wymyślono, więc Lechia wmaszerowała do knajpy okupowanej przez
legionistów spijających przybyłych do stolicy z tej samej okazji — meczu ze Spartakiem
Moskwa — fanatyków Pogoni Szczecin i Zagłębia Sosnowiec. Skończyło się na krzywych
spojrzeniach i wzajemnym udawaniu, że towarzystwo się nie zna. Natomiast legioniści
popijali raz z jednymi, to znów z drugimi.
Wcześniej w Warszawie, pod siedzibą Polskiego Związku Piłki Nożnej lechiści
zorganizowali demonstrację, mającą na celu zmianę sposobu postrzegania przez władze
futbolowe sprawy fuzji Lechii z Olimpią Kibice Legii, którzy mieli gdańszczan na patelni”, z
niedalekiej odległości przyglądali się całemu zajściu. Starsze bractwo spod Żylety
wyciągnęło kilku przedstawicieli biało-zielonych na picie.
Wcześniejsze pierwszoligowe spotkania Lechii z Legią były normalnymi wojnami.
Przynajmniej te w Gdańsku. Fanatycy z Łazienkowskiej, którzy odważyli się wybrać na
tamte spotkania, nawet po latach opowiadają o trójmiejskich wydarzeniach z ogniem w
oczach. Gdyby nie milicja, goście byliby normalnie zmasakrowani. Walki lechistów z
psami były długie i brutalne. Odbywały się nie tylko na stadionie, ale i w jego okolicy. Do
prowadzenia takowych kibice byli nieźle przygotowani i przyzwyczajeni. Wszak szalikowcy
stanowili główną siłę motoryczną w prawie cotygodniowych zamieszkach, jakie miały
miejsce w okolicach kościoła św. Brygidy. To fanatycy piłkarscy robili za najzacieklejszą i
najwytrwalszą brygadę zadymiarzy politycznych w latach późnej komuny. Czasem kilka
osób jechało w jednym przedziale na drugi koniec Polski na mecz Lechii, innym razem ci
sami ludzie jechali tym samym pociągiem do tego samego miasta, lecz w ich bagażu
znajdowały się antykomunistyczne ulotki.
Tym antykomunizmem zarażali innych. W 88 roku zorganizowany został na meczu Śląsk
— Górnik Zabrze piknik antyustrojowy. Gdy w tym Samym roku wybuchły w Stoczni
Gdańskiej strajki, natychmiast zjawiła się tam brygada fanatyków Śląska, która oprócz
wylegiwania się na styropianie pracowała w tamtejszej drukarni powielając — jak to się
wówczas mówiło — antypaństwowe ulotki.
Tworzysz następną książkę? – Grabarz z Fioletem specjalnie się nie zdziwili — To napisz o
waszej popierdolonej policji. Jeździmy do was na zgodę, ale i tak jest zawsze jakaś
wojna...
Rzeczywiście. Wrocławska policja nie przepada za gdańskimi fanatykami. Zawsze podczas
ich przyjazdu coś się musi wydarzyć.
Cztery kolejki przed zakończeniem sezonu 93/94 Śląsk jedzie do Wodzisławia, a Lechia
zajeżdża do Wrocławia na mecz ze Ślęzą. Ostatnim pociągiem, jakim gdańszczanie mogą
zdążyć na spotkanie jest ekspres. Reszta przyjechała wcześniej. Z wagonu wytacza się
Kamil z Łbem, Wioletem i kilkoma małolatami.
— W Poznaniu zaatakował nas Lech. Myśleli, że trafili na leszczy, a my dawaj za kubły i
gnamy za nimi po peronie. Żadnego nie dorwali tak darli zelówy, mimo że było ich ze trzy
razy więcej — chociaż zdarzenie miało miejsce dwie godziny wcześniej, Kamil jeszcze nie
ochłonął. Jakieś wspólnie wypite piwo, chwila rozmowy i wrocławianie ładują się do
autobusu. Jadą na swój wyjazd. Po powrocie wsłuchują się w relację ze Ślęzy tych, którzy
zostali z Lechią, oraz lechistów, którzy zakotwiczyli we Wrocławiu na dłużej.
— „X rzucił butelką. Taki tam rzut, ledwo doleciała do pierwszego płotu. Psy się na nas
rzuciły. Było nas razem może z dwieście osób, to wydawało im się, że w trzy dychy sobie
poradzą. Na dodatek dopadli nie tego, który rzeczywiście nabroił. Rozpoczęła się zadyma.
Policjanci spierdalali, bo na Olimpijskim są jeszcze fajne ławki na brechy. Później wpadli
w znacznie zwiększonej brygadzie i obili nas.
Przed tym spotkaniem, które wydawało się być decydujące o tym, czy Lechia utrzyma się
w drugiej lidze, „Y” zaproponował dwóm piłkarzom Ślęzy 50 baniek za przegranie
pojedynku. Jego na to stać., Czy tamci wzięli, tego „Y” powiedzieć nie chciał. Ale mecz
był dziwny. Ślęza prowadziła 4:1, by w bardzo krótkim okresie czasu stracić dwie bramki.
Ostatecznie zakończyło się na 4:3, a MY” szalał na trybunach:
— Ja wam, skurwysyny, pokażę!
Czy kasa poszła w ruch? Wątpliwe. Kilka miesięcy później Ślęza grała na Wybrzeżu w tym
samym składzie i gdyby tak było, to podwójnie nie uczciwy sprzedawczyk nie wyjechałby
z Trójmiasta z całymi kolanami.
Listopad 94. Mam zrobić wywiad z Tomkiem Kosztowniakiem. Chłopak rok wcześniej
fantastycznie zagrał w mistrzostwach Europy juniorów, jednak nie może się
zaaklimatyzować w pierwszej drużynie Śląska. Czekam przed szatnią po treningu. Za trzy
dni drużyna gra z Lechią.
— Tak, wiemy, Warkoczyk już nam mówił. Po meczu podbiegniemy także do kibiców
Lechii — śmieje się Jarek Góra, kapitan drużyny.
— Tylko nie przesadzajcie z tą gościnnością w trakcie meczu — wystraszyłem się nie na
żarty. Lechia — w porządku, ale aby awansować potrzebny jest każdy punkt. Ostatecznie
Śląsk wygrywa 6:0. Wiara na trybunach tak naprawdę cieszy się tylko do trzeciej bramki.
Po czwartej zaczęły się śpiewy „troszkę za dużo, Śląseczku, troszkę za dużo”.
Po tym meczu Artur Brzozowski z Gazety Dolnośląskiej, lokalnego dodatku do Wyborczej
napisał w relacji ze spotkania między innymi:
Przez cały mecz sympatyzujący ze sobą kibice Lechii i Śląska zagrzewali obydwie drużyny
do walki, co stworzyło na stadionie wspaniałą atmosferę. Po zakończeniu spotkania
wszyscy piłkarze podziękowali szalikowcom za kulturalny doping. Szkoda, że takie
obrazki można oglądać tylko raz w roku — właśnie gdy przyjeżdża Lechia Gdańsk.”
Choć potencjalnych lechistów, nawet w okresie, gdy na stadion zaglądało zaledwie 1000-
2500 ludzi, było sporo, to jednak trudno było wyzwolić w Gdańsku ducha potrzeby bycia
na meczach. Klimat wyczul uciekający spod gilotyny konieczności zapłacenia 16
miliardów długu Bolesław Krzyżostaniak, prezes Olimpii Poznań. Za jednym zamachem
mógł przenosząc klub z Poznania do Gdańska załatwić dwie sprawy. Po pierwsze (i chyba
najważniejsze) uciec od wspomnianego długu, który sąd polubowny PZPN nakazał mu
zwrócić Lechowi (a właściwie Ryszardowi Górce), a po drugie załatwić sobie forsę przez
napływ gotówki z publiczności. Gdy w Poznaniu na mecze Olimpii przychodziło czasami po
50 osób, to w Gdańsku można było nagonić kilkanaście tysięcy. Już sam fakt, że na
stadionie we Wrzeszczu pojawiło się dwa tysiące ludzi podczas... ceremonii podpisania
fuzji Olimpii i Lechii świadczy o ciśnieniu, jakie stosunkowo łatwo było w Gdańsku
wytworzyć. Wśród najzagorzalszych fanatyków Lechii w momencie podpisywania
dokumentów raczej nie było rozbieżności, choć odzywały się nieliczne głosy sprzeciwu.
Kaczor (nie mylić z tym Kaczorem, który rzuciwszy szalik Lechii został kibicem Arki)
stwierdził:
— Ja mam w dupie fuzję z policjantami, prawdziwa Lechia gra w trzeciej lidze. Jedziemy
na pierwszy mecz do Grudziądza.
Co najśmieszniejsze, później Kaczor był najbardziej widocznym demonstrantem kibiców
Lechii pod budynkiem PZPN w Warszawie, zorganizowanej po to, by fuzję jednak
zatwierdzono.
Lechia jeździ zrywami. Rok 95 zaczęli nieźle, od 150 hools w Gorzowie. W czasie powrotu
drobna szarpanina z Lechem. Wyszło po myśli gdańszczan, mimo, że byli w osłabionym
składzie, gdyż najlepsza bojówka podróżowała autami. Jednak i Lech nie był
reprezentowany przez swych największych łobuzów. Później było gorzej. 10 w
Wodzisławiu, zaledwie 60 w Krakowie na Wiśle. Krakusy przyjęły Lechię z iście
staropolską gościnnością. Następnie biało-zieloni byli znacznie liczniejsi niż gospodarze w
Gdyni na Bałtyku. Już po fuzji 100 gdańszczan zameldowało się w Tarnobrzegu, około
200-250 w Gdyni na Arce w meczu trzecioligowym, 8 (plus 10 z Wrocławia) w Lubinie,
500 w Olsztynie, gdzie sprowokowali całkiem niezłą rozróbę pod kasami. Wysiadający z
pięciu taryf nąjwięksi zadymiarze natknęli się akurat na obijanie młodszych lechistów
przez kibiców Stomilu. To spowodowało kontrakcję i pogonienie ludzi spod kas.
40 w Krakowie na Hutniku (plus 300 – 350 wiślaków). Przed tym meczem wiślacy spili
gdańszczan dokumentnie. W Gdańsku po dotarciu wieści z Krakowa znacznie poważniej
zaczęto podchodzić do zgody z Wisłą).
6 w Oleśnicy na pucharze Polski, 60 w Szczecinie na spotkaniu, które według terminarza
powinno odbyć się w Gdańsku. Na meczach reprezentacji narodowej Lechia nie wystawiła
jakiejś szczególnie licznej ekipy, ale zarówno w Paryżu, jak i Bratysławie oraz w
Chorzowie na Rumunii była to grupa konkretów, wiedzących na czym polega zabawa i
potrafiących użyć pięści. W Paryżu pasażerowie jednego z busów robili szczególne
wrażenie. Dziewięciu osiłków ważyło w sumie dobrze ponad tonę, a na dobitkę wszyscy
po drodze wygolili się na zero. Inaczej wyglądają łyse głowy, doprowadzone do tego
stanu kilka czy kilkanaście dni wcześniej, a inaczej wygolone dopiero przed chwilą.
Wśród kibiców Lechii jest kilka ciekawych okazów. Łeb lubi jeździć trójmiejską obwodnicą
z szybkością 160 kilometrów na godzinę, popisując się przy okazji dzwonieniem z
telefonu komórkowego. Milan jest mistrzem Polski w rugby, Stalówa swoją ksywkę ma
chyba od siły uścisku dłoni, a młody Makaron na poważnie mówi tylko wtedy, gdy się
pomyli. Łyli swoją pierwszą stadionową zadymę przeżył, gdy miał dziesięć lat. Wiolet
wypożyczył kiedyś z biura podróży autokary na wyjazd do Dębicy. Gdy policjanci chcieli
później ustalić personalia wycieczkowiczów, dotarli do agencji turystycznej.
— Panie, przyjechał gość nowym wozem, na jakiego mnie jeszcze długo nie będzie stać,
elegancki, pod krawatem, w drogim garniturze i płaci z góry gotówką. Takiemu miałem
nie wynająć autokaru? A skąd ja mogłem wiedzieć, że ta jego wycieczka obrobi jakieś
zajazdy. Toć oni w lesie kopali drzewa — tłumaczył się funkcjonariuszom szef biura.



Tak więc narazie to koniec Na następny mój post przygotuje coś o meczach reprezentacji Polski bo tam się działo
głównie dzięki układom. Dodam też kolejny urywek z ksiązki "Ligi Chuliganów" dotyczącą meczu kibiców organizowanych
przez Arkę gdzie odziwo została zaproszenie Lechia oraz Śląsk :) oraz dodam pare zjęć z lat 70/80 i 90 Wisły , Śląska i Gryf&Lechia

marcin_starówka Cekawe opisy z meczów były na necie jakieś 4/5 lat temu niestety teraz albo tych stron nie ma albo tych informacji szkoda bo były bardzo ciekawie napisane. Na razie podaje to co mam na na komputerze oraz dzięki małej pomocy internetu :)
http://img412.imageshack.us/img412/9425/f650139c56.jpg

Zwycięstwo- to piękne słowo...
Dla którego umrzeć musi wielu....
Lecz warto jest polec za nie
Zginąć za swoje idee...
KWTW
 
Posty: 878
Dołączył(a): Śr, 17 cze 2009, 15:14

Re: lata 80 i 90 te

Postprzez Milano » So, 19 wrz 2009, 13:34

Niestety o tym meczu nie znalazłem żadnych ciekawych wypowiedzi itp. Znalazłem zato ciekawy materiał zza między

http://www.arka-tv.pl/karty-historii-le ... ka-0-0-94r


Na tym filmie 9min 15sek widac jak na drugim planie biegnie 2 gosci z jakimis sledziowymi szmatami pod pachami :D

Przeczytalem do konca i :

Derby to także festiwal pomysłowości. Wymalowane twarze,
mnóstwo nowych flag, głośny obustronny doping i fantastyczna atmosfera. Tworzona
także dzięki efektom pirotechnicznym. Ostatnie jak dotychczas (wiosna 95) drugoligowe
derby zaowocowały śmieszną sytuacją. Lechia chciała zabłysnąć na własnym stadionie i
zapaliła kilkanaście rac. Arka odpowiedziała sześćdziesięcioma. Dym z sektora gości nie
pozwolił na grę, więc sędzia przerwał na moment mecz. Nagle z szarego tumanu wyłoniło
się dwóch kamikadze biegnących ze ściągniętymi z płotu żółto-niebieskimi flagami. Ich
wybiegnięcie stadion przywitał rykiem tryumfu. Jedną z zabranych flag była zrobiona w
barwach Arki płachta z napisem Gdańsk.
— Nic nie widzieliśmy. Gdy dymy porozwiewało, zobaczyliśmy, że flagi nam zniknęły —
stwierdził po tym fakcie Mazan z Arki.
Ostatnio edytowano So, 19 wrz 2009, 14:08 przez Milano, łącznie edytowano 1 raz
Milano
 
Posty: 20
Dołączył(a): Śr, 17 cze 2009, 15:41

Re: lata 80 i 90 te

Postprzez KWTW » So, 19 wrz 2009, 13:53

Milano napisał(a):
Niestety o tym meczu nie znalazłem żadnych ciekawych wypowiedzi itp. Znalazłem zato ciekawy materiał zza między

http://www.arka-tv.pl/karty-historii-le ... ka-0-0-94r


Na tym filmie 9min 15sek widac jak na drugim planie biegnie 2 gosci z jakimis sledziowymi szmatami pod pachami :D
cos wiecej na ten temat?


Tak jak napisałem chyba poniżej była to flaga Arki 'Gdańsk' Skupiliśmy się właśnie na konkretnie skrojenie tej flagi szkoda bo spokojnie mogliśmy zdobyć jeszcze kilka.

a jeżeli chodzi o tą skrojoną flage to wyglądała tak
Obrazek
http://img412.imageshack.us/img412/9425/f650139c56.jpg

Zwycięstwo- to piękne słowo...
Dla którego umrzeć musi wielu....
Lecz warto jest polec za nie
Zginąć za swoje idee...
KWTW
 
Posty: 878
Dołączył(a): Śr, 17 cze 2009, 15:14

Re: lata 80 i 90 te

Postprzez Milano » So, 19 wrz 2009, 14:11

Dzieki, wlasnie doczytalem do konca i juz wiem.

Bardzo ciekawie to wszystko napisane i naprawde wciaga.

Na tym filmie smiesznie to wyglada. Z jednej strony zamieszanie, koniec meczu, dym i krzyki, a z tylu biegnie 2 kibicow ze skrojonymi flagami :)
Milano
 
Posty: 20
Dołączył(a): Śr, 17 cze 2009, 15:41

Re: lata 80 i 90 te

Postprzez Gość » So, 19 wrz 2009, 17:53

A gdzieś czytałem że Śledzie mieli taki baner żółto niebieski bo z rafinerii ukradli napis Rafineria Gdańsk :geek:
Gość
 

Re: lata 80 i 90 te

Postprzez marcin_starówka » So, 19 wrz 2009, 18:04

ma7ias napisał(a):A gdzieś czytałem że Śledzie mieli taki baner żółto niebieski bo z rafinerii ukradli napis Rafineria Gdańsk :geek:

A to tak gdzieś o tym czytałem i to jest prawda.
Czy ktoś ma opisane jak to było na początku ze zgodami jak się połączyło itp. Kiedyś na forum Wisły Kraków było opisane relacje Lechii i Wisły ale niema :x może ktoś ma?
LECHIA TO DUMA BANDA ANTYKOMUNA!!!
http://www.youtube.com/watch?v=mDU1iNPmqno
Avatar użytkownika
marcin_starówka
 
Posty: 111
Dołączył(a): Wt, 16 cze 2009, 18:29
Lokalizacja: Gdańsk -Stare Miasto

Re: lata 80 i 90 te

Postprzez KWTW » N, 27 gru 2009, 23:40

Jeżeli ktoś posiada bądź ktoś potrafi odnaleźć materiał z teleexpressu z bodajże 1991 roku w którym jest materiał o kibicach Lechii Gdańsk a dokładnie o podpaleniu wagonu.
http://img412.imageshack.us/img412/9425/f650139c56.jpg

Zwycięstwo- to piękne słowo...
Dla którego umrzeć musi wielu....
Lecz warto jest polec za nie
Zginąć za swoje idee...
KWTW
 
Posty: 878
Dołączył(a): Śr, 17 cze 2009, 15:14

Re: lata 80 i 90 te

Postprzez Buziek » Pn, 28 gru 2009, 12:20

Relacja Cygana z Wisły – kibice Wisły na mecz PP Lechia- Wisła 26 XI 1978, jechali przez Wrocław

Idziemy pod dworzec a tam na skwerku tańczy BUBU z S.P .KOTLETEM i śpiewają ŚLĄSK ŚLĄSK WKS ! SA też HERMAN, PLUTO , BRACIA M i reszta starszych ze ŚLĄSKA . BUBU jak mnie widzi rzuca mi się na szyje i woła JESTES BRACIE W KONCU JEDZIEMY DO GDANSKA NO JEDZIEMY
Starsi ze ŚLĄSKA mieli już kontakty z LECHIĄ i łączyły ich przyjazne stosunki. Mówili ze Lechia GDAŃSK nic do nas nie ma i przyjmie nas pokojowo mimo ze wtedy Lechia miała zgodę z LEGIĄ WARSZAWA (a my właśnie po paru sezonach rozejmu zrobiliśmy kosę z CWKS em i to od razu dość grubą ) a nas łączyły wtedy bardzo dobre stosunki z ZAWISZĄ BYDGOSZCZ (wielka kosa LECHII GDAŃSK ).Wiec podkład pod ten wyjazd był bardzo ciekawy i nie wiadomo było co nas czeka ! SP. KOTLET widząc nasze niepewne miny (byliśmy takie młode małolaty) śmiał się żebyśmy się powołali na niego i pozdrowili WOLFA. ŻARTOWAŁ ze jak nas będą lać to żebyśmy krzyczeli ŚLĄSK ŚLĄSK WKS -to nas zostawią albo dostaniemy tylko lekkie klapsy

info :
Na tym pucharowym meczu w Gdańsku Wisła zawarła zgode z Lechią

Relacja początku lat 80-tych, kibica Lechii:

Pierwszy kontakt z kibicami Śląska miałem wiosną 1982,w sezonie utraty przez Śląsk tytułu mistrzowskiego w ostatniej kolejce i spadku Arki z 1 ligi, w Gdyni na meczu Arka-Śląsk 0:1, mecz był we środę 14 kwietna 1982 Arka – Śląsk 0-1, grupka wrocławian wraz z towarzyszącymi im kilkoma, w tym ja jako 13 latek, lechistami, wyjątkowo niewielka, może ze 20-30 osób, siedzieliśmy obok krytej, tam gdzie później zawsze na derbach w latach 90-tych siadała Lechia, o dziwo Arka wówczas nie zaatakowała, choć w przerwie pod górką trwały gorące dyskusje, może zadecydował fakt, że Arka miała wówczas jedną z lepszych zgód z ŁKS, Śląsk też, a zgoda Lechii ze Śląskiem w porównaniu z dniem dzisiejszym tak naprawdę dopiero się kształtowała. Gdzieś tam jeszcze mi świta w zakamarkach pamięci wizyta na Bałtyk-Śląsk, chyba z tego samego sezonu w kilkudziesięcio, góra 100 osobowej ekipie Śląska i Lechii, tutaj z tego co pamiętam doszło do jakichś przepychanek z Arkowcami, w których prym wiódł wówczas niejaki Baryła z Wrocławia, potężny osobnik, wówczas chyba o kulach.
{ jeśli ten sezon to 15-16 sierpnia 1981 Bałtyk-Śląsk 0-0 }

Jeszcze w drugiej połowie lat 80-tych Arka też we Wrocławiu nie wywoływała jakiegoś większego ciśnienia, chociażby z tej racji że Śląsk grał wtedy w 1 lidze a Arka w 2 bądź nawet 3 i kontakty były niezbyt częste.


To wyżej pochodzi z forum WKS-u http://www.forum-wks.pl/viewtopic.php?t ... sc&start=0

Mam też gdzieś spisaną relacje z początku zgody ze Śląskiem, gdy znajdę ten kajet to przepiszę i umieszczę na forum
Buziek
 
Posty: 74
Dołączył(a): Cz, 24 wrz 2009, 20:10

Re: lata 80 i 90 te

Postprzez KWTW » Wt, 29 gru 2009, 11:07

dodam teraz jedną przyśpiewkę która podobno była kiedyś bardzo popularna.

Z tego co się dowiedziałem piosenka ta została wymyślona w 94 roku ( mogę się mylić )


"Raduje się serce raduje się dusza,
Kiedy Lechijka Gdańska do Gorzowa rusza,
Raduje, raduje Zawsze w dupe kłuje,
A kibice z Gdańska ciesza się i śpiewają:
Czysta wyborowa, jarzembiak, stołowa,
I już Gdańskiej Lechii głowa jest gotowa"

Fajna wyjazdowa przyśpiewka


Powód stracenia flagi Lechia Gdańsk prince of Poland + utworzenie grupy Młode Orły '96 + Zdobycie flagi Zawiszy "Niebiesko-Czarni"

W 27.07.1996 do Wałbrzycha kilkanaście osób z Zaspy młodego składu postanowiła pojechać na własną rękę na mecz pomysł okazał się zły ponieważ w Bydgoszczy dosiadła się Zawisza która jechała na swój mecz do Leginicy w Lesznie Zawisza miała przesiadke i Lechiści zostali zauważeni niestety młodzi spanikowali i pouciekali do przedziałów zostawiając na korytarzu flage "BKS Lechia Pride of Poland". Gdy inni Lechiści dowiedzieli się o tym fakcie powstała grupa Młode Orły '96 związana z najbardziej aktywnych młodych kibiców Lechii, Młode Orły jako grupa miała swój 'debiut' krótko po straceniu flagi parę osób z grupy pojechało na mecz Zawiszy licząć że Zawisz powiesi swoją nowa zdobycz lecz niestety tego nie zrobili. Ale wiadomo nie wypada wyjeżczać z pustymi rękami dlatego jakieś 5 min po meczu, pare metrów przed bram stadionu Zawiszy na oczach kilkudziesięciu bydgoskich kibicow 5 osób z grupy Młode orły skroiły najlepszą i największą flagę Zawiszy "Niebiesko-Czarni".


Flaga ta była prezentowana w 'rocznice' zdobycia flagi w 2006 roku na naszym stadionie.

skrojenie flagi OKS

Inne ciekawe skrojenie flagi to flaga OKS ( Stomil Olsztyn ) 2 kibiców Lechii z Tczewa wiedziała że Stomil będzie miała przesiatke w Tczewie dlatego poszli na dworzec i wyczajali Stomilu bylo około 14 osób Tczewcy Lechiści wykorzystali nieuwagę Stomilu i skroili im flagę "OKS" Stomil w ten dzień wogóle miał pecha bo wcześniej w Bydgoszczy Zawisza skroiła ich 2 flagi Zawisza walczyła tam w ciężkim sprzętem. Mało tego w czasie powrotu z Gdyni ( bo tam mieli mecz ) Stomil stracił jeszcze jedną flagę na rzecz Toruńskiej Elany tak więc w ciągu 1 dnia stracili 4 flagi na rzecz 3 klubów. Czy nie może być gorzej ?


Flaga ta była prezentowana w 'rocznice' zdobycia flagi w 2006 roku na naszym stadionie.

skrojenie flagi "Forza Górnik"

trzecia flaga to "Forza Górnik" flaga zdobyta dość dziwnie ponieważ ktoś z woj.Śląskiego zadzwonił do Zawiszy zeby poinformować że górnik przejdzie przez ich miasto. Zawisze nie zdązyła się zorganizować więc zadzwoniła do Arki, a że Arka nie miała ekipy na ten dzień to zadzwoniła do ... Lechii, Lechia na tym przystała i w jednym z przystanku w trójmieście 'napadła' na Górnik zdobywając właśnie tą flagę


Flaga ta była prezentowana w 'rocznice' zdobycia flagi w 2006 roku na naszym stadionie.





I Lecimy dalej na początku relacje kibica Pogoni Szczecin z meczy którym podałem w pierwszym poscie w tym temacie ( obe dwie relacje możecie przeczytać już na głównej stronie w dziale "Relacje"

[/b]relacja jednego z uczestików pogoni "yamal" mecz Pogoń Szcecin - LECHIA GDAŃSK 1991r [/b]


jesli chodzi o Lechie......zawsze mimo ze to smiertelny wróg, czułem szacunek, połaczony z respektem do tej ekipy...
ze swojego zycia pamietam 2 sytuacje zwiazane z okazja konfrontacji z Gdanszczanami.
1 pamietna awnatura na placu zamenhofa< koło dawnego duetu>,rog bodusława a jagiellonskiej>
wowczas jako 17 latek zaczelem od roku aktywnie uczestniczyc w zyciu kibicowskeij Pogoni....
była to spokojna sobotnia sielanka,kolo kina kosmos pol miasta zebrało sie słuchac i podziwiac plenerowe spotkanie z radiem bbc polska<zet>stał pietrowy angielski autobus..pól miasta z dziecmi na festynie porównywalnym do dni morza,tumult zgiełk i jarmark.....hah,,a 500metrów dalej zadyma tak historyczna w calym kibicowskim zyciu polski.....
ale moze od poczatku.....
na cyrku <boisko szkolne na ślaskeij>zebrala sie cała smietanka ekipy Pogoni okolo 60 osob,naprawde ekipy chyba w historii najlepszej w szczecinie,,,,,,z racji ze bylem jednym z mlodszych wysłano mnie kontrolnie na dworzec ,na pociag ktory absolutnie nie był bezposrednim z gdanska,a przykuwał uwage jako mozliwosc dojazdu w/w ekipy...
na dworcowej kladce stalem tylko ja i jeden z najlepszych zadymiarzy tego miasta Z.
jakiesz zdziwienie nas dopadlo, gdy z pociagu z ktorego najmniej sie spodziewalismy wyskakuje okolo 150 osobowa banda łysych z LECHII!!!!!
"Z" niewiele myslac wyciaga łancuch i czeka wymachujac nim na wszystkie strony...z racji przewagi 1000;1
uciekamy kładka na gore.Z "kaze mi biec na cyrk po reszte,a sam napiepprza kamieniami az miło,<powaznie>zamieszanie takie ze jak dobiegam, chyba w 5 minut z dworca na slaska ,juz polowa ekipy wie o co chodzi.zaczyna sie latanie i kombinowanie co dalej. wkoncu wraca "Z"i oglasza wszem i wobec ze lechia sama bez obstawy zasowa przez wyzwolenia, w strone jagiellonskiej,,,szybkie decyzje wydawane przez starych,rozbicie na 2 grupy i wyczekiwanie koło wspomnainego duety.
Lechia zasuwa chodnikiem wszyscy w zielonych fleyersach,łyse towarzystwo i z piana na pysku my rozbici w 2 grupy po 30 osob...na hasło "Z" wychodzimy z bram i stajemy centralnie na srodku placu ,widzi to gdańsk i całe 150 osob leci na nas.
dopadli nas i wymiana na wszystko kamienie trzonki a my z brechami wyrwanymi z bram...ich wiecej leja nas niemilosiernie, az nagle z ulicy rajskiego, wypada druga grupa z metalowymi i drewniwnymi pałkami.cala lechia ucieka ale nie rozwalaja sie na mniejsze grupy,trzy maja sie cwani razem,,doszło do do polaczenia naszych sil i znow atakuje Lechia tym razem to my ich przeganiamy w głab jagiellonskeij-i taka ganianka po calym placu,,masa rozbitych głow dopiero wtedy zauwazyłem ze mam dziure w rece<na ramieniu>kurewsko krwawi ale biegamy dalej.napewno kilka razy waliłem gosci po głowie drewniana palka i napewno dostałem po głowie nie raz.....
moment i niebiesko od policji, uciekamy do bram w kilkunastosobowych grupach,,,, a lechiia zostaje na placu.
my z racji znajomosci terenu zbieramy sie w podworkach ,ani policja ,ani lechia do bram nie wchodza.
tam sie zbieramy na nowo a Lechia juz z policja rusza w strone stadionu...nastepne skrzyzowanie jagiellonska woj.polskiego znow w kilku grupach po kilkunastu atakujemy.dosłownie wypadamy wpadamy w Lechie i znow ucieczka do bramy...i tak przelotkami do nastepnej okazji....albo podworkami albo parkami i tak az do szpitala pod stadionem.......dym na całej długosci ulicy jagiellonskeij z godzine ganiania za soba. zadna strona nie moze powiedziec ze wygrala ogolnie wiecej rozbitych głow z ich strony ale w otwartej na czystym polu konfrontacji pewnie nie mielibysmy szans....cholernie byli poukladani...i zorganizowani..karetek troche kursowalo wtedy jeszcze ze stadiony kilku gdanszczan wywozono nie przytomnych.
na pogotowiu spotkalem kilkunastu chłopaków i od nas i od nich...a tam nadal wyzwiska i ganianki po izbach przyjec'''''''
awantura jakiej nie przezyłem nigdy wiecej ale po niej ,choc z dziura w reku, z kilkoma szwami na glowie i zlamanym palcem u nogi,mimo smaku nie zwyciestwa a nie roztrzygnietej konfrontacji wiedziałem ze warto było!!!!

pamietam jeszzcze z tego wydarzenia z Lechia w Szczecinie,,,ze jak wracalismy z pogotowia <woj.polskiego>doszlismy do rogu jaggiellonskiej a tam miedzy samochodami leżał szalik biało zielony Lechii obok pełno krwii.stał małolat z Pogoni zalany cały krwia -taki obarzek który zostaje na całe zycie przed oczami!!!!!osobisty moj przyjaciel który ze mna biegał wtedy po tej awanturze stwierdził ze nigdy wiecej!!!! nastawił sie na dym ganianie Lechi a tu takie sceny,niespodziwal sie ze bedzie wyrównanie i ze obie strony maja straty.chyba juz go na wyjezdzie nie spotkałem


A teraz inne relacje z meczów które można przeczytać w gazetce LECHISTA ( na głownej stronie mozecie przeczytaj w dziale "ZINY"

Polger - LECHIA 8 marzec 1993r ( Piłkarscy Kibice )

http://lechianet.glt.pl/ziny/pilkarscy_ ... nr1/10.jpg

Ślęza Wrocław - LECHIA GDAŃSK 01.06.1994 ( Piłkarscy Kibice )

http://lechianet.glt.pl/ziny/pilkarscy_ ... nr2/05.jpg
http://lechianet.glt.pl/ziny/pilkarscy_ ... nr2/07.jpg

Polonia Byotm - LECHIA GDAŃSK ( nieznam daty ) ( Piłkarscy Kibice )

http://lechianet.glt.pl/ziny/pilkarscy_ ... nr2/08.jpg



LECHIA GDAŃSK - Arka Gdynia ( Piłkarscy Kibice )

http://lechianet.glt.pl/ziny/pilkarscy_ ... nr3/10.jpg
http://lechianet.glt.pl/ziny/pilkarscy_ ... nr3/11.jpg


Olimpia Poznzń - LECHIA GDAŃSK wiosna 1992 ( Piłkarscy Kibice )

http://lechianet.glt.pl/ziny/pilkarscy_ ... nr5/09.jpg
http://lechianet.glt.pl/ziny/pilkarscy_ ... nr5/10.jpg

Amica Wronki - LECHIA GDAŃSK 30.07.1994 ( LECHISTA)

http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r01_04.jpg

Zawisza Bydgoszcz - LECHIA GDAŃSK 14.08.1994 ( LECHISTA )

http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r01_05.jpg

Elana Toruń - LECHIA GDAŃSK 16.08.1994 ( LECHISTA )

http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r01_06.jpg

Arka Gdynia - LECHIA GDAŃSK 27.08.1994 ( LECHISTA )

http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r01_07.jpg

Krisbut Myszków - LECHIA GDAŃSK ( LECHISTA )

http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r01_08.jpg
http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r01_10.jpg

Chrobry Głogów - LECHIA GDAŃSK 24.09.1994 ( LECHISTA )

http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r01_10.jpg

Stilon Gorzów - LECHIA GDAŃSK 11.04.1995 ( LECHISTA )

http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r02_17.jpg

Odra Wodzisław - LECHIA GDAŃSK 25.03.1995 ( LECHISTA )

http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r02_18.jpg

Arka Gdynia - Śląsk Wrocław ( + LECHIA ) 25.03.1995 ( LECHISTA )

http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r02_19.jpg

LECHIA GDAŃSK - Arka Gdynia 01.04.1995 ( LECHISTA )

http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r03_08.jpg

Ślęza Wrocław - LECHIA GDAŃSK 08.04.1995
+
Wisła Kraków - LECHIA GDAŃSK 22.04.1995

http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r03_09.jpg
http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r03_10.jpg

LECHIA GDAŃSK - Śląsk Wrocław 29.07.1995

http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r04_05.jpg

LECHIA GDAŃSK - Amica Wronki 05.08.1995
+
Francja - POLSKA 16.08.1995

http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r04_06.jpg
http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r04_07.jpg

LECHIA GDAŃSK - GKS Bełchatów 19.08.1995
+
Siarka Tarnobrzeg - LECHIA GDAŃSK 26.08.1995

http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r04_08.jpg

LECHIA GDAŃSK - GKS Katowice 30.08.1995
+
POLSKA - Rumunia 06.09.1995 ( Zabrze )

http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r04_09.jpg
http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r04_10.jpg

Widzew Łódź - LECHIA GDAŃSK

http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r04_10.jpg

LECHIA GDAŃSK - Legia Warszawa 16.09.1995

http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r04_11.jpg
http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r04_12.jpg <- cd + Stomil olsztyn Lechia Gdańsk 20.09.1995

cd Stomil Olsztyn LECHIA GDAŃSK

http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r04_13.jpg

III Ogólnopolski TUrniej Kibiców Piłkarskich 04.02.1996
+
LECHIA GDAŃSK - Stomil Olsztyn 24.03.1996
+
GKS Bełchatów - LECHIA GDAŃSK 30.03.1996
+
Śląsk Wrocław LECHIA GDAŃSK 03.04.1996

http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r05_06.jpg
http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r05_01.jpg


LECHIA GDAŃSK - Siarka Tarnobrzeg 06.04.1996
+
GKS Katowice - LECHIA GDAŃSK 13.04.1996

http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r05_06.jpg

LECHIA GDAŃSK - Widzew Łódź 20.04.1996
+
Legia Warszawa - LECHIA GDAŃSK 24.04.1996

http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r05_09.jpg
http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r05_10.jpg






POLSKA - Anglia ( Chorzów ) 1993r ( Piłkarscy Kibice )

http://lechianet.glt.pl/ziny/pilkarscy_ ... nr1/11.jpg
http://lechianet.glt.pl/ziny/pilkarscy_ ... nr1/12.jpg

San Marino - POLSKA ( Piłkarscy Kibice )

http://lechianet.glt.pl/ziny/pilkarscy_ ... nr1/14.jpg
http://lechianet.glt.pl/ziny/pilkarscy_ ... nr1/15.jpg

POLSKA - Francja 16.11.1994 r ( LECHISTA )

http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r02_06.jpg




Klimatyczne rysunki ( berdziej chodzi mi zeby uzmysłowić niektórym jakie klimaty kiedyś były na Lechii )

http://lechianet.glt.pl/ziny/pilkarscy_ ... nr4/12.jpg ( z "Piłkarscy Kibice"
http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r01_16.jpg ( LECHISTA ) ( Patrz rysunek na dolny lewy róg )
http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r03_13.jpg
http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r03_20.jpg
http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r05_01.jpg


II Ogólnopolksi Turniej kibiców Piłkarkich Gdynia 25-26.02.95

http://lechianet.glt.pl/ziny/lechista/n ... r02_15.jpg


Inna informacje która przeczytałem gdzieś ( niestety nie pamiętam źródła ) z gróp chuliganskich Lechii


Grupy chuliganskie na Lechii to: Młode Orły '96 , Ultra Morena Boys , Ultra Group Vis Maior Zaspa, Brygada Francuza, Ultras Łęgowo , CHWM

Obecnie działa czynnie tylko jedna z tych wymienionych.
http://img412.imageshack.us/img412/9425/f650139c56.jpg

Zwycięstwo- to piękne słowo...
Dla którego umrzeć musi wielu....
Lecz warto jest polec za nie
Zginąć za swoje idee...
KWTW
 
Posty: 878
Dołączył(a): Śr, 17 cze 2009, 15:14

Re: lata 80 i 90 te

Postprzez Gość » Śr, 30 gru 2009, 17:58

Co do skrojenia tej flagi Stomilu to było trochę inaczej. sprostowanie kolegi od nas :

W trybie sprostowania ;)
Znaleźli się na dworcu przypadkowo po imprezie(sobota w nocy)na hod-dogi i poznali od razu że to są kibice.Załadowali ich pod huj że są z poza tczewa i gdzie tu jakaś impreza itd.Stomil na to że nie wiedzą bo są z olsztyna i wracają z meczu,my Lechia Gdańsk oddawać barwy! Zaczeli się żalić że już w bydgoszczy dostali i najstarszych z nich sam rzucił torbą i mówi macie flagę bo z tymi pedałami już więcej nie pojadę coś w tym stylu :D
Flaga nie była prezentowana 2006 z prostej przyczyny w 1998 w olsztynie na stomilu młode orły rzucili ją na murawę pociętą w paski.
(tam z kolei miała debiut na pierwszym wyjeździe była pierwsza wersja LGFT) była jako jedyna flaga Lechii ;)
ps.1 Od nas był tam O. i L. O. obecnie jest psem na kasprowicza trudni się tropieniem dawnych kolegów (sprawy kibicowskie tczewa rozkminia na zasadzie zna środowisko)
L. zaginiony w akcji zdemolowany dragami.
Gość
 


Powrót do Kibice Lechii

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Bing [Bot] i 1 gość

Wulkanizacja Gdansk, Mechanik Gdansk